logo300 kol kopia

udostępnij nasz post

Wietnam i Halong Bay

Facebook
Twitter
Pinterest
Mówią, że jest to miejsce, które będąc w Wietnamie zobaczyć trzeba.
Mówią, że zapiera dech w piersi, a widok jest iście rajski.
Mówią, że byli tam raz i chcieliby wrócić raz jeszcze.
Mówią że jeśli wykupisz wycieczkę to niekoniecznie przepłacisz, ale też nigdy nie wiesz czego sie spodziewać. Ponieważ program programem, obietnice obietnicami ale w Wietnamie wszystko jest możliwe i rzeczywistość możesz zastać zupełnie odmienną od wyobrażeń.
Mowią, że jednak miejsce to jest przereklamowane, a zatoka zatłoczona promami, barkami, statkami i innymi pojazdami mogacymi mieścić turystów daleka jest od rajskiej ostoi.
Mówią, że można tę część podróży zrobić na własną rekę za przysłowiowe grosze , ale za to z bagażem pełnym stresu.
Tak mówią nasi znajomi, tak mówią blogi podróżnicze i przewodniki. Ale czy tak jest na pewno?
Postanowiliśmy sprawdzić to sami, bo w końcu Halong Bay należy do dziedzictwa światowego UNESCO, więc będąc w Hanoi grzechem byłoby nie sprawdzić wszystkiego na własnej skórze.

 DSC_7876

HANOI

Nasza bardzo krótka wizyta w Wietnamie ogranicza się głównie do okolic Hanoi. Miasta, które jak na jedną ze stolic Azji zaskakuje nas pozytywnie niewielką liczbą zwykle wszechobecnych śmieci i stosunkowo obojętnym podejściem mieszkańców. To drugie jest miłą odmianą w relacji do uporczywie nagabujacych Kenijczykow, Tanzańczykow czy nawet Tajów. Wietnam jest jednym z najbardziej urozmaiconych kulturowo krajów, a my szczęśliwie trafiliśmy do tej bardziej przyjaznej turystom części. Będąc tutaj zaledwie 6 dni nie możemy zbyt wiele powiedzieć o kraju w którym jest 56 różnych kultur, prawie 600 dialektów i wyraźny podział na konserwatywną Północ i bardziej otwarte na inne nacje Południe. Jeśli pragniecie naprawdę poznać Wietnam zaplanujcie sobie tutaj co najmniej miesiąc.
Mieliśmy sporo szczęścia przy wyborze noclegu, który znajdował sie w ścisłym centrum ruchliwego, głośnego, pełnego skuterów ( podobno jeździ ich tutaj 7mln ) miasta. Dzięki temu w krótkim czasie zakosztowaliśmy esensji wielkomiejskiego wietnamskiego klimatu.
Biali nie robią tutaj większego wrażenia co świadczy o liczbie odwiedzajacych to miasto turystów.

A miasto to motory, skutery, niekończący sie ciąg sklepów i sklepików od odzieżowych, zabawkowych po bardzo specjalistyczne sklepy

dziewiarskie, malarskie czy też sklepiki poświęcone  np w 100% papierowi do pakowania.

Miasto tętni życiem od wczesnych godzin porannych, w których otwierają się sklepy w zabudowaniach, do późnych nocnych, w których niemalże wszystko koncentruje się wokół ulicznego nocnego marketu.
Prawdopodobnie znajdziesz tutaj podróbki każdej znanej marki, niektóre niemalże nie do odróżnienia inne zaś z daleka straszące chamsko przyklejonymi naklejkami z logo.
Zjeść możesz tutaj dosłownie wszędzie, ale najprawdopodobniej najsmaczniej zjesz w jednej z chodnikowych knajpek, w których siedzi się na maleńkich przedszkolnych taborecikach. Te chodnikowe jadłodajnie ożywają tuż po zmroku gromadząc czasem całe rodziny. Nikomu nie przeszkadza spożywanie posiłku w sąsiedztwie kratki ściekowej ani pozycja z kolanami przy twarzy.
Ważne, że jedzenie jest smaczne.
DSC_7906DSC_7893DSC_7891DSC_7886DSC_7884

HALONG BAY

Do słynnej zatoki wybraliśmy się z dwudniową wycieczką wykupioną w hotelu.
Ofert na mieście, w internecie i hotelach jest od groma,  a żadna z nich nie gwarantuje Ci tego, że otrzymasz wszystko co zostało Ci obiecane.

My przy wyborze kierowaliśmy się prawdopodobnie 😉 zdrowym rozsądkiem i opiniami na tripadvisor.DSC_8020

HALONG W WERSJI MISTY

Powiem wam jedno, jeśli żar leje się z nieba i człowiek dowoli może cieszyć się możliwością wskoczenia do wody, lub leniuchowania na górnym pokładzie, jakość łajby i program nie mają w sumie większego znaczenia.

Kiedy aura staje się bardziej kapryśna tak przyziemne sprawy jak „atrakcje” dodatkowe zaczynają odgrywać jakąś tam rolę. Piszę to tylko na wypadek gdybyście wiedzieli, że popłynecie w deszczu; zabierzcie  wtedy ze sobą karty, książki i może coś mocniejszego na rozgrzewkę, ponieważ ceny trunków na łajbie są oczywiscie ok 3krotnie wyższe niż w Hanoi.

Dojdźmy do senda sprawy, bo przecież nie o łajbę w tej wyprawie chodzi ani o też o trunki ( przynajmniej nie w 100%  😉 ).

Jeśli głównym celem Twojej wyprawy będzie podziwianie piękna zatoki, będziesz zadowolony, nawet jeśli objawi się ona w klimacie mistycznym.

Halong Bay znana nam z internetowych  zdjęć zielonych wzgórz wyrastających z lazurowej wody, ukazała się nam z diametralnie innej strony. Zamiast rajskich widoków zaoferowała nam wersję wg Tolkiena.

Góry niczym z groźnego Mordoru, zatopione częściowo w chmurach, częściowo we mgle przybrały mroczny wygląd, przynosząc sporo frajdy naszej nastolatce.

DSC_8052-EditDSC_7947DSC_7959

DSC_7964DSC_8015DSC_7915

Zamiast kąpieli słonecznej mogliśmy dowoli korzystać ze SPA w postaci nawilżającej ciało i włosy mżawki. Nawilżone zostały również nasze ubrania, które dziwnym sposobem zamiast pachnieć olejkami eterycznymi ( jak na SPA przystało) zaczęły zalatywać stęchlizną. Pomimo wszystko, albo właśnie dzięki tej aurze, w zatoce panował spokój.

Widoków nie zakłócało tysiące innych turystycznych łodzi, a nawet jeśli płynęły gdzieś w oddali, mgła skutecznie stapiała je otoczeniem, dając cudowne poczucie, że jesteśmy w tej mrocznej krainie sami.

DSC_7994

CZY WARTO (po raz pierwszy)

Szczerze mówiąc niezależnie od tego co przeczytacie w necie, miejsca takie jak to zawsze warto zobaczyć na własne oczy.

Na jednych zrobi ono ogromne wrażenie, na innych zaś, zwłaszcza tych którzy wcześniej mieli okazję odwiedzić chinskie Yang Shuo lub okolice tajskiej wyspy Ko Yao Noi, zatoka zrobi wrażenie ciut mniejsze. Tak czy siak nie można odmówić tej wietnamskiej wizytówce nieziemskiego uroku.

DSC_8091

CO W PROGRAMIE?

Tak jak wspominałam wcześniej, niezależnie od tego co obiecuje ci sprzedawca wycieczki, bądź powściągliwy w zachwycie. O tym co zobaczysz dowiesz sie dopiero na miejscu. Oferty są zbliżone, a pomimo to jedni mogą mieć farta i zobaczyć więcej, inni zaś, Ci urodzeni bez czepka, mogą zobaczyć mniej.

Standardem jest wpłynięcie do zatoki, która liczy aż 1900 wysepek. Wycieczki o wyższym standardzie ( przynajmniej w teorii ) kierują się w kanał pomiędzy wyspami, cumujac w spokojniejszej, mniej obleganej części zatoki. Tutaj odbywa sie kajaking- zdecydowanie najbardziej emocjonująca część wyprawy.

Emocje są tym większe im mniejsze są Twoje umiejętności sterowania kajakiem. Rzecz pozornie tak banalna, a pomimo wszystko po wpłynięciu do jednego z kanałów, w którym panują totalne ciemności emocje zdominowały nasze wszelakie kajakingowe umiejętności. Cóż. Muszę przyznać bez bicia, że będąc w teamie z najlepszą z córek miałyśmy ubaw po pachy, ale nasi współtowarzysze ubaw mieli jeszcze większy patrząc na nasze poczynania. Kajak uporczywie lądował na każdej z możliwych ścianek jaskini zupełnie nieumyślnie łamiąc zasadę „Dont Touch „. Ubaw po pachy zmienił się szybko w nastolatkowego focha, ale Ci co mają pociechy w wieku naście wiedzą, że czasem niewiele trzeba aby ten stan osiągnąć. Na szczęście kryzys został zażegnany dość szybko, a ostatecznie kajak, jaskinia i nasza lekko nadszarpnieta duma ocalały.

Kolejnym standardowym punktem programu jest  lekcja gotowania .

Lekcja a raczej ” lekcja” przygotowania spring rollsów to typowa zapchaj dziura. Pomimo dość wątpliwych wartości merytorycznych tego punktu programu, zostaliśmy zapoznani z największymi różnicami kulturowymi północnego i południowego Wietnamu, po czym zjedliśmy całkiem smaczne, własnoręcznie robione rollsy.

 Nazajutrz czekała nas wyprawa na ryby. Pokaz tradycyjnych metod łowienia byłby zdecydowanie ciekawszym elementem programu gdyby wiązał się z odwiedzeniem jednej z rybackich wiosek. Niestety podobno pływające w zatoce wioski już nie istnieją. Czy aby na pewno?
DSC_7986
DSC_8118
Wspólne łowienie ryb ograniczyło się do zarzucenia sieci przez naszego przewodnika odzianego w stylową pelerynkę w groszki, co świadczy tylko o tym, że tego dnia pogoda z dżdżystej przemieniła się w deszczową.
Liczba złowionych ryb – 1. Liczba ryb uwolnionych-1 🙂
Zamiast pływającej wioski odwiedziliśmy farmę ostryg, która jest jednym z głównych producentów pereł w Wietnamie. Wycieczka krótka, zwięzłą i interesująca.
DSC_8037 DSC_8026DSC_8103 DSC_8100 DSC_8106
DSC_8060DSC_8058DSC_8055DSC_8081DSC_8070DSC_8064DSC_8062

CZY BYŁO WARTO

Kolejny raz zadajemy sobie to dość retoryczne pytanie. Czy na odpowiedź ma wpływ fakt iż część programu została przemilczana ( i chwała Ci za to smoku z Halong Bay bo było to karaoke i gry integracyjne), część zaś wykonana bez większego entuzjazmu, a sama łódź swoim stylem vintage 'odrobinkę’ odbiegała od tego co pokazywano nam w katalogu? Na szczęście nie, ponieważ odwiedzając zatokę musimy być świadomi tego po co tam płyniemy. Owszem, w deszczową pogodę bardziej boli fakt, że pomimo opłaty za wyprawę dodatkowo musisz płacić za wszystkie napitki, że w tzw międzyczasie, czyli pomiędzy kajakami a fishingiem nie dzieje się w sumie nic, to Halong Bay i tak pozostaje piekną, dla nas akurat mglistą, tajemniczą krainą, w której poza podziwianiem piekna zawsze można zagrać w Banga czy Dooble. Choć nie raz tęskniliśmy za słońcem ( tzn ja teskniłam za możliwością sfotografowania wschodu i zachodu słońca) to i tak widoki warte są zapamiętania.

DSC_8013

Wietnam i Halong Bay

Zobacz

Podobne wpisy

Azja

Sri Lanka – święta góra

Sri Lanka zwana łzą Indii jest krajem wielokulturowym, wieloreligijnym i skrywającym ogrom świętych miejsc, do których uwielbiają pielgrzymować

Czytaj dalej »