logo300 kol kopia

udostępnij nasz post

JAZDA NA SŁONIU JEST PASSE

Facebook
Twitter
Pinterest

JAZDA NA SŁONIU JEST PASSE

Jeszcze będąc w Tajlandii (o czym możecie poczytać tutaj ) obiecałam Wam ( a raczej sobie), że napisze coś więcej o tych pozornie gruboskórnych gigantach, zamieszkujących zarówno Afrykę jak i Azję.

Temat słoni azjatyckich poruszany był w sieci milion razy, a mimo to dodam swoich pięć groszy z nadzieją, że może któryś z moich znajomych tekst ten przeczyta i kto wie, może zmieni swoje spojrzenie na słoniowy los.

Zacznijmy od początku czyli od kilku ciekawostek, o których być może nie wiesz na temat  największego ssaka lądowego.

 

EMPATIA

Badania dowodzą, że słonie są zwierzętami społecznymi, zdolnymi do empatii, myślą o relacjach społecznych i podejmują decyzję, które mają wpływ na losy całego stada. Kiedy jeden ze słoni odczuwa stres lub cierpienie, reszta przejmuje jego zachowanie. Oznacza to, że słonie cechuje silna empatia. Towarzysze zestresowanego słonia podchodzą do niego, dotykają, głaszczą trąbami, a nawet wsadzają trąbę do pyska w celu uspokojenia partnera. Słonie mają więcej ludzkich cech, aniżeli się nam wydaje. Tak jak i my płaczą, śmieją się i bawią, a przede wszystkim silnie odczuwają cierpienie własne i innych.

DSC_7717

TRĄBA

Trąba słonia nie posiada ani jednej kości, a jej mięśnie poruszają się dzięki ciśnieniu hydrostatycznemu. Jest dla słoni narzędziem bardzo uniwersalnym, służącym do picia, jedzenia, polewania się i oddychania gdy reszta ciała zanurzona jest po uszy w wodzie.

Trąba jest narządem niezwykle delikatnym, wrażliwym na szczypanie i szarpnięcia.

DSC_9641 copy

SKÓRA

Pozornie gruboskórny zwierz ma skórę niezwykle wrażliwą zarówno na dotyk jak i działanie słońca. Dlatego też słonie aby chronić swą skórę często posypują się piaskiem i ziemią. Wrażliwa jest nie tylko skóra i trąba słonie, ale również i silnie ukrwione uszy, oraz kręgosłup nie przystosowany do noszenia ciężarów. Słoń wrażliwy jest na ukąszenia owadów, a co dopiero na bolesne ukłucia zadawane mu przez człowieka.

Czemu wspominam akurat o tych aspektach, pomijając inne najczęściej cytowane w sieci ?

Pamiętam jak przed nasza pierwszą podróżą do Tajlandii ( 2016 r ) ekscytowałam się możliwością przejażdżki na słoniu.

W swej naiwności wyobrażałam sobie romantyczny spacer po dżungli, na grzbiecie majestatycznego olbrzyma, wiatr we włosach i ogólną radość, moją i zwierzaka. Dziś wiem, że głupsza w tym temacie być już chyba nie mogłam, ale na szczęście otchłanie internetu wyedukowały mnie nieznacznie, uświadamiając, że oferowana turystom atrakcja nie ma nic wspólnego z harmonijną relacją człowiek- zwierzę. Na słoniu więc nigdy nie zasiadłam i mam nadzieję, że i was od tego pomysłu odwiodę.

 

JAZDA NA SŁONIU JEST PASSE

Nie ważne, czy jeździmy na „oklep”, czy siedzimy na ciężkiej ławce umiejscowionej na grzbiecie słonia. Jedno i drugie nie leży w naturze tego zwierzęcia, a przystosowanie go do tej roli wiąże się z jednym- łamaniem jego psychiki.

Aby wytresować słonia, a raczej złamać jego wolę, stosowane są najczęściej metody bardzo brutalne. Począwszy od najmłodszych lat, gdy małe słoniątka izolowane są od matki, zwierzęta są bite, zamykane w ciasnych boksach i przemęczane.

Przez kilka pierwszych dni izolacji nie podaje się im wody ani żywności, ale za to zaczyna się  je bić.

Nie wszystkie małe słoniątka przeżywają ten „trening”, część z nich ginie po kilku miesiącach  tresury ( czyt.tortur ).

 

Nawet jeśli sukces trenera zostanie osiągnięty, tj słoń będzie posłuszny, jego udręka nigdy się nie kończy.

Celem utrzymania olbrzyma w ryzach, co jakiś czas zwierzę jest kłute, szarpane za uszy czy trąbę. Sprawia to, że zwierzę żyje w permanentnym stresie, co objawia się min. zachowaniami kompulsywnymi, które obserwowaliśmy w wielu miejscach Azji.

Zestresowane i cierpiące słonie są jak małe dzieci pozbawione mamy. Kołyszą się, uderzają trąbą o kraty, ssą trąbę.

Niestety, wielokrotnie widzieliśmy to na własne oczy i co najgorsze, również w miejscach gdzie w ogóle nie powinno mieć to miejsca, ale po kolei.

DSC_7718

Będąc w Tajlandii zamiast przejażdżki na słońcu wybraliśmy się wtedy do małego sanktuarium położonego niedaleko Chiang Mai, w którym słonie traktowane były z szacunkiem. Nikt na nich nie jeździł, nikt ich nie traktował hakiem, nikt nie sprowadzał do nich tłumów bo i sama wioska, w której zwierzęta mieszkały była na tyle maleńka, że masowe, chińskie wycieczki by się do niej nie wkomponowały. Wtedy wydawało mi się, że miejsce to jest ostoją dla tych zwierząt. Dziś pewność ta jest troszkę mniejsza, bo  czy wiemy co dzieje się ze zwierzętami, gdy garstka turystów odjedzie?

 

Wybierając się na naszą podróż dookoła świata wiedzieliśmy, że chcemy dzieciom pokazać świat z jak najlepszej strony. Afrykańskie safari ( link)  pozwoliło podziwiać słonia afrykańskiego w jego naturalnym środowisku. Tego samego szukaliśmy w Azji.

W przypadku azjatyckich słoni temat nie był jednak prosty, ponieważ los tutejszego słonia jest naprawdę ciężki.

Zarówno w Tajlandii, w Birmie jak i na Sri Lance widzieliśmy setki miejsc, w których można na słoniu jeździć, podziwiać pokaz słoniowych sztuczek czy barwnych pochodów ze słoniami w roli głównej. Nas nie interesowała żadna z powyższych opcji. Nasz młodszy towarzysz jako stworzenie bardzo wrażliwe na los zwierzaków, widząc smutne oczy splątanych łańcuchami olbrzymów, sam miewał łzy w oczach, a my razem z nim.

Postanowiliśmy zatem poszukać miejsca, w którym zwierzaki te są szczęśliwe.

DSC_6938

WYBRALIŚMY SRI LANKĘ

Pod uwagę braliśmy dwa miejsca – Safari w parku narodowym Kaudulla oraz sierociniec dla słoni Pinnawala.

Tak jak park narodowy nie budził większych kontrowersji, tak wspomniany sierociniec zupełnie przeciwnie. W sieci znaleźć można było setki sprzecznych ze sobą i informacji, które sprawiły że chcąc wyrobić sobie własne zdanie na ten temat postanowiliśmy odwiedzić obydwa z tych miejsc.

W ocenie i wystawianiu opinii postaram się być najbardziej obiektywna jak potrafię, jeśli w ogóle potrafię.

 

SAFARI I PARK KAUDULLA

Bazą wypadową do parku Kaudulla jest niewielkie miasteczko Habarana.

Tutaj bez problemów znajdziecie kogoś kto posiada jeepa i zabierze was na Safari; niekoniecznie musi być to właściciel biura turystycznego, który najczęściej dolicza sobie znacznie wyższą marżę aniżeli jego cicha konkurencja.

W tych częściach kontynentu ludzie wydają się być omnipotencjalni. Każdy jest w stanie załatwić wszystko, wystarczy jeden telefon i gotowe. Warto wykazać się cierpliwością i filtrować sobie wszelkie oferty, ponieważ za tę samą usługę możesz zapłacić diametralnie inną cenę.

My skorzystaliśmy z pomocy naszej gospodyni, u której zatrzymaliśmy się na kilka dni.  Po wcześniejszej analizie cen na „rynku” wiedzieliśmy, że jej oferta jest bardzo korzystna, a kierowca godny zaufania.

Safari zwykle rozpoczyna się w godzinach popołudniowych, ponieważ w tym czasie słonie wychodzą z lasów w okolice jeziora, by wziąć swoją popołudniową kąpiel.

Po kilkunastu minutach przemierzania wąskiej dróżki pełnej dziur ( bez jeepa ani rusz) dotarliśmy na otwartą przestrzeń safari, na której pasły się setki słoni.

Rozpościerający się przed naszymi oczami widok przypominał Afrykańskie Serengeti ( link) choć w Kaudulla poza słoniami, małpami i ptakami raczej nie znajdziecie innych zwierząt.

Nie szkodzi, w końcu przybyliśmy tutaj dla słoni.

Pomimo żaru lejącego się z nieba z przyjemnością obserwowaliśmy bawiące się małe słoniątka, pływające rodziny, czy tulące się trąbami samice. Analizując różnice w obu gatunkach, odnieśliśmy wrażenie, że słoń indyjski jest bardziej ochoczy do psot i figli aniżeli majestatycznie kroczący gigant widziany w Afryce.

Może wnioski te są błędne, jednakże widok beztrosko bawiących się nastolatków był jak miód na nasze poszukujące szczęśliwych zwierząt serce.

 

Czas trwania safari – 2h.  Poziom zadowolenia- 90%

 

Kaudulla dała nam to czego szukaliśmy, choć dla tych którzy oczekują czegoś więcej aniżeli słonie, może być małym rozczarowaniem.

DSC_6967 DSC_6898 DSC_6902 DSC_6961-2DSC_6904 DSC_6975

PINNAWELA- SIEROCINIEC DLA SŁONI

Pinnawela to mała osada na Sri Lance, położona w pobliżu Kandy (40km) – dawnej stolicy Sri Lanki. Park ten szczyci się swą działalnością na rzecz ratowania słoni.

Pinnawela nosi miano sierocińca, co oznacza, że do tego oto miejsca trafiają chore lub porzucone przez stado słonie. Trafiające do sierocińca słonie otrzymują opiekę, są karmione i leczone, co w przypadku tak dużego zwierzęcia nie jest łatwe.

Wyobraźcie sobie pupila, który zjada dziennie 200 kg pokarmu, którego kupa ( dzinne wydalanie) waży ok 80kg, który bywa agresywny gdy cierpi i którego ataki zabijają rocznie ok 100 osób.

Opieka nad słoniami wymaga pieniędzy, a te jak wiadomo są odwiecznym problemem niezależnie od tego, który kawałek świata odwiedzamy.

Misja parku Pinnawela jest piękna więc trudno nam było zrozumieć skąd biorą się krążące w Internecie negatywne opinie.

Podczas naszych podróży staramy się jednak nie ulegać zasłyszanym wcześniej wyrokom blogerskich sądów i poznać obie strony medalu, a jeśli tylko to możliwe doświadczać wszystkiego na własnej skórze.  Tak też było w przypadku parku Pinnawela. Znaliśmy już zdanie obrońców sierocińca, jak i tych którzy na działalności ośrodka wieszali psy.

Czas więc na to aby empirycznie sprawdzić jakie jest nasze prywatne i jak zawsze subiektywne zdanie.

słonie1

Pierwsze wrażenie

Pinnawala to zdecydowanie miejsce komercyjne, o czym świadczy nie tylko otaczająca ten punkt Sri Lanki infrastruktura, ale również i dziesiątki autokarów stojących nieopodal bramy parku. To kluczowy punkt programu dla wycieczek szkolnych, a co za tym idzie odwiedzając sierociniec w ciągu tygodnia musicie liczyć się z towarzyszącym wam tabunem małych dzieci.

Jak to zwykle w Azji bywa obowiązują dwa cenniki. Ten dla rodaków i ten dla turystów, oczywiście na niekorzyść tych drugich. Bilety obejmują wejściówkę do parku oraz „atrakcje dodatkowe”.

Już w tym miejscu przeciętnemu wrażliwcowi włączy się zapewne lampka sygnalizująca, ponieważ skojarzenie „atrakcja” i słoń nie brzmią dobrze.

Kupiwszy bilet wstępu ( za atrakcje dziękujemy ) zapoznaliśmy się z obowiązującym w parku programem.

Karmienie większych słoni, karmienie mlekiem małych, karmienie owocami, kąpiel- to trzy sztandarowe punkty programu, wykonywane 3x dziennie. Z racji porannych godzin naszego wejścia do parku, mieliśmy okazję przyglądać się pierwszemu karmieniu ogólnemu, pierwszemu karmieniu mlekiem ( o czym więcej już za momencik) oraz pierwszej kąpieli.

DSC_7608

Podstawową rzeczą, która nas zaskoczyła to organizacja przestrzeni. Park do złudzenia przypomina bardzo ładne, duże Zoo, z wybiegami, być może znakomitymi warunkami, ale jednak  z atmosferą pozostawiającą niesmak, ten sam który miewa się z Zoo wychodząc.

Po cichu tłumaczymy tę sytuację stanem zdrowia zwierząt- skoro są chore to nie mogą być bez nadzoru, a te które są skute łańcuchami są zapewne z jakichś powodów agresywne. Być może.

Czekając na pierwsze karmienie, wraz kilkuset dzieciakami, powtarzaliśmy sobie, że trzeba miejscu dać szansę;  przecież nie mamy pojęcia jak  pracuje się na co dzień ze słoniem i być może to co widzimy jest właśnie dla nich najlepsze.

Pierwsze karmienie to wjazd ciężarówką z toną świeżych gałęzi, do których gromadka słoni z chęcią podąża. Słonie zjadają, część figluje ( co oznacza, że nie jest tak źle) inna część stoi nieruchomo. Szkolniaki się rozchodzą, dając chwilę przestrzeni i ciszy,  pozwalając nam obserwować zwierzęta w spokoju. Na tym etapie wszystko wygląda dobrze, nie licząc strażnika z długim kijem zakończonym hakiem, ze znudzeniem zerkającego na tłum dzieci.

sri (83) DSC_7593 DSC_7591sri (31)

Karmienie mlekiem

Przechodzimy dalej. Ośrodek nie jest duży więc bez problemów można zauważyć, w którym miejscu będzie kolejny „pokaz”. Tam gdzie kumuluje się krzyk dzieci, tam coś się dzieje.

Podchodzimy do punktu karmienia małych słoników mlekiem. Pomimo tego, iż nie wykupywaliśmy tejże atrakcji, jest ona dostępna dla ogółu. Tzn, ci którzy zapłacili, karmią, ci którzy nie płacili patrzą.

Karmienie maluszków rozpoczyna opiekun. Słonik grzecznie otwiera paszczę, pan z zadowoleniem podaje mu mleko. Wszystko wygląda miło i sympatycznie, do czasu.

Nadchodzi czas na karmienie słoni przez turystów, co ciekawe samych białych turystów.

Dwa słoniki grzecznie podchodzą do stanowisk karmiących. Turysta otrzymuje butelkę, wciska ją słoniowi do paszczy, robi sobie selfi, fotkę z lewej i z prawej i odchodzi. Kolej na następną porcję mleka, ponieważ wianuszek chętnych jest całkiem spory. Po kilku butelkach słonik zdecydowanie nie ma już ochoty na mleko; po prostu jest najedzony.

Co z tego, skoro zostało jeszcze kilka osób, które przecież zapłaciły?

Słonik oddala się, lecz uszczypnięty i ciągnięty za ucho przez opiekuna szybko wraca do swej smutnej roli.

A turyści karmią, robią sobie zdjęcia i odchodzą.

Trzy razy dziennie.

W oczach naszego małego podróżnika pojawiają się łzy, a w naszych sercach wyrzut sumienia. Jednak okazuje się, że nie jest tutaj tak idealnie.

DSC_7604 DSC_7614 sri (69) sri (65)

Czas na kolejny punkt programu, karmienie owocami. Znowu widzimy z daleka rosnącą kolejkę do słonia, który dziś wylosował wypełnienie swojego brzucha bananami i ananasem.

Słoń pokornie podchodzi do stanowiska, opiekun czuwa, a biali turyści karmią. Znowu sytuacja się powtarza, tym razem bez ciągnięcia za uszy, ale za to z kłuciem szpikulcem w nogę. Słoń ma już dosyć więc chce odejść, ale kolejka „miłośników zwierząt” stoi i czeka, więc trzeba ich zadowolić.

DSC_7646

sri (78)

Szczerze, mamy ochotę już wyjść, ale dochodzimy jednak do wniosku, że może te pojedyncze przypadki o niczym nie świadczą więc idziemy dalej. Tym razem pora na kąpiel. Brzmi dobrze, bo wiemy, że słonie lubią ochłodę i sami obserwowaliśmy będąc na safari, z jaką przyjemnością nurkują aż po same uszy.

Zdziwienie nas ogarnia gdy okazuje się, że aby dojść do rzeki trzeba przespacerować przez miasteczko. Dziesiątki olbrzymów- część skuta łańcuchami ( podobno są lepsze od sznurów, bo mniej ranią ) część z jeźdźcem na grzbiecie, idą w stronę rzeki, a za nimi tabun dzieci i……my.

Tuż przy rzece jest kultowy hotel z kawiarnią i tarasem, z którego to powstają słynne instagramowe fotki – filiżanka z kawą na stole i słonie w tle. Widziałam te zdjęcia wiele razy na przeróżnych profilach i za każdym razem pobudzały mą wyobraźnię tworząc złudny obraz sielskiego klimatu, w harmonii ze światem zwierzęcym.

Rzeczywistość jak zawsze okazała się być inna. Taras jest pełen ludzi, na ulicy tłumy, a wśród nich słonie kroczące majestatycznie do wody. Na koniec jeden ze strażników puszcza wodę ze strażackiego  hydrantu i polewa nią zwierzęta. Te stoją, bez większych emocji, czasem ssą trąbę ( co podobno rozładowuje stres), czasem się do siebie tulą. Niektóre wyglądają na zadowolone ( w końcu słonie lubia wodę ), inne obojętne na sytuację.

Nieopodal jeden ze strażników koniecznie chce aby słoń położywszy się, zanurzył swoje duże cielsko w całości. Dlaczego? Nie wiem, ale wiem że metody jakich używał zdecydowanie nie przystają człowiekowi pracującemu sierocińcu dla zwierząt. Słoń wyjątkowo oporny uległ w końcu, po kilkukrotnym ukłuciu hakiem w ucho, czyli najwrażliwsze z miejsc zwierzaka.

 

DSC_7676DSC_7671  DSC_7681DSC_7690 DSC_7693 DSC_7712 DSC_7706 DSC_7702

 

Wracaliśmy w milczeniu, trawiąc to co zobaczyliśmy. Świadomi tego, że cały cykl powtórzy się jeszcze tego samego dnia dwa razy, czuliśmy, że niezależnie od potrzeb finansowych ośrodka, zdecydowanie mogłoby to wszystko wyglądać inaczej.

Aby pozostać fair dodam, że widziałam też kilku młodych wolontariuszy, z czułością zajmujących się olbrzymami. Widziałam w ich oczach szacunek  i miłość do chorych i rannych słoniowatych.

Mimo to przekorny umysł ludzki koduje wybiórczo, zapamiętując to co złe; pozostawiając w sercu jakiś nieokreślony żal i niezrozumienie. Nadal nie wiemy czy park Pinawalla przynosi więcej pożytku czy szkody zwierzętom, ale wiemy, że już nigdy nie mamy zamiaru się wybierać w miejsce takie jak to.

I wiecie co wam powiem ? Jeśli jużtak bardzo pragniecie być posiadaczami zdjęcia w towarzystwie największego ssaka lądowego, niekoniecznie musicie  ( zapewne nieświadomie)  przyczyniać się do ich cierpienia.

Zapraszam do mnie 😉 Zrobię Wam całkiem fajną fotkę ze słonikiem, bez wyrządzania obu modelom krzywdy.

🙂

olo-słoń

 

 

 

 

JAZDA NA SŁONIU JEST PASSE

Zobacz

Podobne wpisy

Azja

Sri Lanka – święta góra

Sri Lanka zwana łzą Indii jest krajem wielokulturowym, wieloreligijnym i skrywającym ogrom świętych miejsc, do których uwielbiają pielgrzymować

Czytaj dalej »