Nie będzie nowym stwierdzenie, że siła podświadomości jest wielka.
Choć brzmi to odrobinę ezoterycznie, to niestety lub właściwie bardzo ‘stety’, tak jest .
Wszystko zaczęło się od marzeń, które zostały zwerbalizowane, zapisane, po czym po jakimś czasie zwyczajnie zgubione.
Dość często się tak dzieje w przypadku, gdy notujemy coś na karteczkach, chowając do miejsca, o którym na pewno będziemy pamiętać, po czym miejsce to zamienia się w czarną dziurę i nie ważne jak długo będziemy czegoś szukać i tak tego nie znajdziemy.
Tak było i tym razem. Wraz z Tomkiem odbywaliśmy krótką podróż samochodem, trasa Norymberga- Praha.
Z nudów, a być może z chęci rozwoju, słuchaliśmy audiobooka Bryana Tracy, który zachęcał do przeprowadzenia kilku ćwiczeń. Zadanie polegało na zanotowaniu swoich największych marzeń, długoterminowych celów i planów na przyszłość. Nie mając ciekawszego zajęcia, znudzeni kilkugodzinną podróżą, postanowiliśmy się trochę pobawić.
Skłamałabym gdybym powiedziała, że podeszliśmy do tego poważnie. Pełni sarkazmu, sceptyczni w stosunku do celowości takich ćwiczeń, zapisaliśmy, każdy osobno, przeróżne wizje samych siebie.
Co ciekawe, nigdy nie rozmawialiśmy wcześniej o podróżach, a już na pewno nie o tym, że są one naszym marzeniem. Mimo to oboje uznaliśmy je za nasz cel nadrzędny.
Marzenia zapisane i zwizualizowane, szybko zostały zagubione, a technicznie rzecz biorąc, zeszyt z zapiskami przepadł bezpowrotnie.
Cóż, autor książki mówił : czytaj swoje cele codziennie, przepisuj je i wizualizuj każdego wieczoru.
Bez jaj, kto ma na to czas? Na pewno nie my. Przynajmniej takie mieliśmy wtedy do tego podejście.
Pomimo tego, że ćwiczenie wykonaliśmy tylko pobieżnie , machina podświadomości czy jakkolwiek chcecie to nazwać, ruszyła.
Dwa lata później odwiedziliśmy Chiny, a w kolejnych latach Tajlandię, Kambodżę Filipiny i Malezję. Najbliższe miesiące zapowiadają się równie ciekawie.
Dziś już wiem, że trzeba marzenia pielęgnować i dobierać starannie, to co do siebie przyciągamy, ponieważ w drugą stronę działa to dokładnie tak samo.
Pesymiści, strzeżcie się. 😉


