NILAVELLI
Okolice Nilaveli to prawdziwy raj dla tych, którzy kochają ciepłą morską wodę, puste plaże z piekielnie gorącym piaskiem (będąc bez japonek można bez większego przymusu urządzić sobie zawody na to kto szybciej wskoczy do wody) i jeśli tylko będziecie mieli tyle szczęścia co my i traficie w jedno najbardziej chilloutowych miejsc ( guesthouse o nazwie Thats Why) to poczujecie się jak w raju.
Mimo umiłowania do spokoju nie lubimy zbyt długo siedzieć bezczynnie, dlatego też skusiliśmy się na wyprawę łodzią motorową w głąb oceanu.
W POSZUKIWANU WIELORYBA
Już wcześniej mieliśmy przyjemność obserwować wieloryba południowego ( dokładnie biskajsko poludniowego) będąc w argentyńskim Puerto Madryn ( o czym możecie przeczytać tutaj ). Mimo to wizja podziwiania płetwala błękitnego była bardzo kusząca.
Aby mieć taką sposobność trzeba wstać o świcie i popłynąć ok 60km od brzegu w stronę oceanicznych przestworzy. Wyprawa zgoła różni się od tej w Argentynie, nie tylko temperaturą i brakiem patagońskiego nieustającego wiatru, ale również rozmiarem łodzi, liczbą „poszukiwaczy” oraz ogólnym charakterem wypadu.


Ruszamy o godzinie 6;00. Mała azjatycka łóżeczka mknie w ciągłym huku pierdzącego silnika w poszukiwaniu największego ssaka morskiego. Tak jak w Puerto Madryn nie trzeba było wielorybów zbytnio szukać, ponieważ same przypływały do zatoki, tak tutaj odnalezienie giganta w oceanicznej przestrzeni jest nie lada wyzwaniem. Na szczęście lub nieszczęście nie jesteśmy sami. Po ok 1h przecinania morskich fal docieramy do punktu gdzie atmosfera odrobine się zagęszcza. Wraz z nami jest ok 5 łódek, które wypatrują modela. Łódki są niewielkie mieszczące ok 6 osób, ale mimo to wyprawa zaczyna przypominać dziką pogoń za ogonem wieloryba. Wszyscy czujni niczym przyczajone tygrysy patrzą w pustą morską otchłań z nadzieją, że w końcu coś dostrzegą.
JEST
Majestatyczny olbrzym wyłania się na chwilę w oddali, co owocuje szarżą w jego kierunku. Wypatrywanie wieloryba zmienia się niepostrzeżenie w wyścigi speed boatów, w którym nasz wehikuł raczej nie miał szans. Jedna z łodzi oferowała snorkling z wielorybem, a co za tym idzie gdy tylko podpłynęli w pobliże wieloryba wszyscy wskakiwali na łeb na szyję do wody, by tylko móc zerknąć na ssaka pod wodą. Widok przezabawny, uwierzcie na słowo.
Czy im się udało? Nie wiemy. Jeśli tak to emocje towarzyszące tej obserwacji na pewno są godne pozazdroszczenia. Na szczęście wieloryb miał nas wszystkich głęboko gdzieś i pozwalał na podziwianie swej masy zaledwie kilka sekund po czym zanurzał się w głębiny. Zabawa w kotka i myszkę trwała ok 1h, po upłynięciu której nasz kapitan chyba doszedł do wniosku, że już mu się znudziło i zarządził powrót.

Dla zainteresowanych kilka ciekawostek na temat płetwala ze Sri Lanki.
– waga 190 ton, długość 33m, co oznacza że jest długi jak boisko do koszykówki i większy niż jakikolwiek stwór zasiedlający Ziemię.
– pożywienie– ryby, mięczaki, zooplankton-w liczbie ok 500 kg dziennie które paradoksalnie musi przecisnąć się przez przełyk w wielkości grejpfruta.
– wróg naturalny- orka choć w większości przypadków jest nim niestety człowiek
– długość życia– 80 lat
– długość penisa 😉 – 2,5 m
– noworodek płetwala ma „zaledwie” 7m i waży ok 3 tony. Ten maluszek pijąc ok 150 litrów mleka ( o konsystencji pasty do zębów) przybiera ok 90kg na dobę w ciągu pierwszego roku.
– język -płetwale porozumiewają się między sobą wydając basowe dźwięki o natężeniu ok 180 decybeli. Taki hałas może ogłuszyć człowieka.
Jeśli mowa o języku- narząd ten waży tyle co dorosły słoń.
– serce płetwala bije 9 razy na minutę pompując ok 3000 litrów krwi i może ważyć tyle co samochód osobowy.
– Wieloryby mogą zanurzać na głębokość 05 km i pozostać na niej do 2h
– ulubiona pozycja podczas snu? -Większosć wielorybów śpi pionowo
UWAGA REKIN
Będąc w okolicach Nilaveli grzechem byłoby nie zobaczenie rekinów ze Sri Lanki, pływających w pobliżu Pigeon Island. Wyprawa na wysepkę niestety nie należy do najtańszych min ze względu na bilet wstępu do parku narodowego, choć i tak jest cenowo dużo korzystniejsza aniżeli na tajskiej Koh Chang, czy na Malediwach. Mieliśmy spore wątpliwości czy rzeczywiście warto skorzystać z kolejnego snorklingu, ale na chwilę obecną polecamy go z czystym sumieniem.
Aby dotrzeć na Pigeon Islang najlepiej wybrać się tuk tukiem ( lub skuterem) w kierunku Nilavelli Beach, z której to łódeczką można przedostać się na leżąca nieopodal wysepkę.
Samodzielna organizacja wyprawy jest zdecydowanie bardziej korzystna cenowo, aniżeli wykupienie jej w resorcie.
Co zobaczmy na Wyspie Gołębi?
O dziwo wbrew nazwie jedynymi ptaszyskami ozdabiającymi całą Sri lankę w tym Pigeon Island są nie gołębię ale wrony i kruki. Wysepka jest naprawdę malutka otoczona w całości rafą koralową. Z jednej jej strony swoją siedzibę mają rekiny rafowe.
Do niedawna na samo słowo rekin krew mroziło mi w żyłach. Jednakże jak się okazuje istnieje około 360 różnych gatunków rekina. Zamieszkują ciepłe i zimne oceany, wody słodkie oraz zimne morza. Żywią się rybami, żółwiami, świniami morskimi, fokami a nietóre z nich pochłaniają plankton. Rekin rafowy czarnopłetwy jest niewelki (ok 1,6m) zwinny i dla ludzi niegroźny. Rekiny pływają w małych grupach lub w pojedynkę szukając pożywienia. Ich obserwacja wyzwala w nas atawistyczny odruch ucieczki pomimo pełnej świadomości o nieszkodliwości małego drapieżnika. Tutaj snorkling nabiera innego wymiaru.
Widok dziesiątek małych rekinów rafowych, żółwia morskiego i setek kolorowych egzotycznych ryb są grzechu warte. Już dawno snorklowaniu nie towarzyszyło tyle pozytywnych emocji.

Już wkrótce napiszemy jak wygląda sytuacja nurkowania z rekinami wielorybimi na Filipinach i czy rzeczywiście warto.
Bądźcie z nami.


