Gdybym była znakomitym pisarzem mogłabym stworzyć prawdziwy bestseller na temat tego miejsca. Gdybym miała wyszukane poczucie humoru, byłby z tego wszystkiego niezły kabaret. Niestety, żałuje. Nie mam ani jednego ani drugiego talentu, a opisanie tego na pozór zwyczajnego miejsca wymagałoby dobrego pióra. Jeśli pomimo wszystko nadal jesteście skłonni zostać tutaj na chwilkę ze mną, to rozsiądźcie się wygodnie i uruchomcie swoją wyobraźnię, ponieważ tym razem zdjęć nie będzie.
Jeśli wybierasz się do Afryki lub w inne zakątki świata prowadzące nad Arabią Saudyjską, a budżet masz ograniczony, co za tym idzie czeka Cię nocleg na lotnisku w Jeddach w Arabii, wiedz że noc ta będzie niezapomniana.
Jeddach to międzynarodowe lotnisko z setkami samolotów lini Saudi Arabian i małą halą odotów.
Wszystko zaczyna się z pozoru normalnie. Linie Saudi Arabian serwują zaskakująco smaczne posiłki, obsługa jest całkiem sympatyczna. Na pokładzie oczywiście wymagany jest przyzwoity strój zgodny z religią Allaha. Nagie ramiona i nogi grożą ogniem piekielnym, więc lepiej mieć ze sobą coś co tymczasowo zastąpi Ci hidżab. Tuż przed startem z głośnika wydobywa się grobowy głos przypominający mroczny glos Saurona, odmawiający modlitwę do Allaha, mającą nieść ukojenie dla zlękanych lotem dusz. Wszystko to nie stanowi dla nikogo problemu, bo dlaczegóż miałby problem stanowić.
Ciekawie robi się dopiero po opuszczeniu samolotu.
Po wylądowaniu w Jeddach przechodzisz kilka standardowych kontroli. Jedną prowadzi pan ze wzrokiem wlepionym w smartfona z prawdopodobnie nadprzyrodzoną mocą przeglądania bagażu uchem lub skronią. Dalej kontrola bezpieczeństwa przebiega już według reguł wyznaczanych przez religię. Słabszy model kobiecy kontrolowany jest oddzielnie w odosobnionym pokoju. Trochę to słabe, zwłaszcza gdy uprzednio na taśmę prowadząca do skanera każą odłożyć ci cały bagaż podręczny. Bądźcie więc gotowi na to, że chwilowo cały dobytek tracicie z oka, po to by udać się do sali, w której ubrane na czarno panie skanują Cię od stóp do głów.
Po pierwszym sukcesie przechodzimy na halę główną. Brak tutaj podziału na terminale, brak osobnych pomieszczeń przed bramkami czyli wszyscy podróżnicy nagle znajdują się w jednym miejscu. Byłaby to znakomita okazja na międzynarodową integrację, gdyby nie fakt, że zazwyczaj zmęczeni podróżnicy, o bardzo odmiennych przekonaniach religijno-społecznych mają jakąkolwiek integrację w nosie. Nie ma na to rady, jeśli planujesz tutaj spędzić noc pamiętaj, że spędzi ją z Tobą około pół miliona osób. W sumie nie stanowiłoby to najmniejszego problemu gdyby nie fakt, że miejsc siedzących jest ok 300 a kandydatów na zajęcie stanowisk co najmniej dwa razy tyle. Co ciekawe na terenie hali znajdują się dwie, zupełnie puste Lodge, zamknięte tak, by przypadkiem żaden z podróżujących nie mógł skorzystać z wygód. Wszystkich czeka więc ciekawa noc w jednym dużym, ale pomimo to ciasnym pomieszczeniu, w którym to dominują przeciekawe odgłosy charkania, chrapania, kaszlu tak jakby nagle wszyscy zbiorowo postanowili załapać prątki gruźlicy. Co bardziej wyluzowani spluwają plwociny do reklamówki, inni dyskretnie podchodzą do koszy by pozbyć się tego czego obecnie nie chcą mieć już w ustach. Jeśli czeka cię tutaj spędzenie 10 h wiedz, że trzeba ci sporej dawki desperacji aby zasnąć, bo na pewno nie znajdziesz baru w którym mógłbyś się odpowiednio znieczulic. Oczywiście nie przesadzajmy, nic co ludzkie nie jest nam obce, więc czy to odgłosy wydobywające się gardzieli czy tez ogólnie panujące krzyki, płacze dzieci czy niezidentyfikowane pojękiwania nie są w gruncie rzeczy wielkim problemem, zwłaszcza jeśli masz świadomość, że przed Tobą intensywna podróż i nie ma co się nad sobą rozczulać.
Wszystko byłoby niemalże elegancko gdyby nie fakt, że zaraz tu kurka wodna wszyscy zamarzniemy.
Za oknem 26 stopni ( w grudniu, w nocy ) a wewnątrz temperatura waha się pomiędzy 10 a 11 stopni. Zamysł menadżera lotniska musi być jeden, zamrozić ten motłoch i przyglądać się, który desperat coś ciekawego wymyśli. Ludzie leżą wiec owinięci kocami, śpiworami, zakapturzeni, tulący się do siebie, a Ci którzy nie mają w co się otulić, snują się tam i z powrotem z nadzieją, że może jednak istnieje jakiś zakamarek tego lotniska, na którym gil z nosa leciał nie będzie.
Wszyscy, którzy podążają inną droga, aniżeli prorok nakazał mają jednym słowem przesrane. W burce, hidżabie czy tez czadorze podejrzewam, że jest ciut cieplej, a może chodzi też o inne odczuwanie ciepła, tego nie wiemy; ale z trzęsącym się z zimna tyłkiem ciężko się zasypia, nawet jeśli już ostatecznie znalazłeś swój kawałek podłogi.
Rada jest jedna, jeśli nie zabrałeś śpiwora, bluzy kurtki itp nie pozostaje ci nic innego jak przywłaszczyć sobie koc, który otrzymałeś w samolocie. Jeśli go nie otrzymałeś, poproś o niego. Tej nocy to będzie twoje wybawienie. Jeśli masz skrupuły, nie zamartwiaj się nimi. Na lotnisku zobaczysz, że takich jak Ty owiniętych w beżowy koc Saudi Arabian jest wielu.
Jeśli już uda ci się cudem udać do krainy snu pamiętaj, że Allah nie śpi i trzeba odprawić modły o poranku. O 6:00 obudzi Cię śpiew, który zagłusza wszelkie ludzkie odgłosy. Na chwilę możesz więc zapomnieć o gruźlicy.
O świcie gdy liczba przebywających na lotnisku znacznie spada i zapada niemalże spokój, nagle otwierają się drzwi do dodatkowych pomieszczeń, które oczywiście teraz nie są już tak potrzebne jak kilka godzin temu. Jeśli tkwi w tym jakaś logika to musi być bardzo pokrętna.
Sikanie rzecz ludzka. Jeśli jesteś facetem to nie masz się czym martwić. Toalety męskie są w kilku miejscach lotniska. Jeśli jesteś kobietą, nie czekaj na ostatni moment, bo możesz się nie doczekać. Toaleta damska jest tylko jedna, a w niej dziesiątki kobiet walczących o swoją kolej do dziury w ziemi. Oczywiście wszystko zależy od tego czy masz fart czy też nie. Na lotnisku spędziliśmy dwie noce. Jednej nocy w toalecie było całkiem przyzwoicie, drugiej zaś musiałam walczyć o swoją kolej, choć nie dało się ukryć że ze swoim wzrostem i zbyt europejskim ‘nieprzyzwoitym’ ubiorem ( żeby nie było, ubrana po zęby, bo przecież zimno jak cholera) stałam się obiektem piorunujących spojrzeń, więc nie ma mowy żeby ktoś mnie i mojego miejsca nie zauważył.
Na koniec dodam tylko, że rano jak człowiek uświadomi sobie że noc już za nim, napawa go radość tak wielka, że podoba mu się już wszystko. Nawet spluwający sąsiad wydaje się być fajnym gościem.
Pamiętajcie, że każdy z nas zobaczy to miejsce po swojemu i każde ze spostrzeżeń jest tylko subiektywną analiza rzeczywistości. My subiektywnie stwierdzamy, że takiego dziwacznego lotniska nie widzieliśmy jeszcze nigdy.



