„ Były bardzo pięknie. Były tam nie tylko flamingi, ale też inne ptaki i jaszczurki. Zrobiliśmy dużo zdjęć, które są na dole”.
Oto krótki i zwięzły wpis Olka. Ma chłop rację, po co się rozpisywać, skoro można wszystko ująć w jednym zdaniu, a właściwie to w dwóch słowach- było pięknie.
Niestety, pamiętać mi trzeba o celu nadrzędnym tegoż bloga. Moja external memory musi zawierać choć odrobinę więcej danych.
Zacznijmy zatem od szczypty informacji. Chile to środowisko naturalne dla co najmniej trzech gatunków flamingów. Flamenko Andino, Flamenko Chileno, Flamenko de James. Oczywiście dla mnie flaming to flaming i w życiu nie zdołałabym ich odróżnić, jednakże po wizycie w Lagunie de Chaxa przynajmniej dostrzegam te subtelne różnice.
Jeśli kiedykolwiek wybierzecie się w te regiony i jeszcze nie daj Boże macie takiego fiola na punkcie zdjęć jak ja, koniecznie zabierzcie ze sobą szeroki kąt, a także jakiś teleobiektyw. Laguna to raj dla fotofila i do dziś nie mogę odżałować, że nie zabrałam ze sobą jakiejś zwiewnej kiecki dla mojej nastolatki. Wyżyłabym się za wsze czasy. Minimalizm kolorystyczny, przestrzenie i towarzystwo flamingów to rozkosz dla oka, pod warunkiem że nie zapomnicie zabrać ze sobą okularów słonecznych. Natężenie światła jest tutaj powalające.
Jak już wspominaliśmy wcześniej ( a właściwie to ja wspominałam, bo reszta ekipy oporuje w tworzeniu wpisów; a szkoda byłyby na pewno bardziej poprawne językowo ) pustynia Atacama jest jednym z najbardziej urozmaiconych krajobrazowo miejsc jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Pomimo łączącego te miejsca wspólnego elementu, jakim są bezkresne przestworza oraz brak zieleni ( mówię Wam, raj dla fotografa 😉 ) pustynia ta ma niezliczoną ilość twarzy. Skalista, piaszczysta, z kępami żółtych traw, pokryta solną glinką, kwitnąca ( w końcu mamy tutaj wiosnę ) górzysta, czerwona, biała itp.
Laguna de Chaxa mieszcząca się na Atacamie, objawiła się nam genialnymi pastelami oraz bielą wynikającą z zasolenia terenu. Poza kolorystyką Atacama nie przestaje zaskakiwać nas zmiennością temperatury. Żar lejący się z nieba, odbijający się od białej solnej ścieżki sprawia, że nasza czteroosobowa wycieczka dość szybko zmienia się z białasków w czerwonoskórych i opada z sił. Czas gnać zatem dalej.
Tradycyjnie zostawiam Was ze zdjęciami



