Jeśli zaglądasz tutaj od czasu do czasu to znaczy, że może nie jest aż tak źle jak myślę, a muszę przyznać, iż niestety znam swoje pisarskie słabości. Cóż, w kolejce z talentami stałam po zupełnie inny aniżeli gładkość słowa. Duża stopa, którą otrzymałam też na pewno po coś się przyda, ale jeszcze nie wiem po co.
W każdym razie, przed Wami kolejny wpis, na który zapraszam, choć szczerze zupełnie nie wiem jakim będzie. Obiecałam, że wspomnę o tym co można zobaczyć na Koh Chang, czas więc na dotrzymanie słowa.
Nie chce się wierzyć, ale miesiąc na wyspie za nami. Czy to dużo? Na chwilę obecną wydaje mi się, że miesiąc to zaledwie kilka wieczorów z grą w Tysiąca, kilkanaście dni w cudownym Secret Garden , jedna dobra impreza na Chai Chet, jeden bardzo ciężki dzień po imprezie i kilkaset a może raczej kilkadziesiąt kilometrów przejechanych skuterem.
Miesiąc to za mało by nazywać się znawcą wyspy, ale wystarczająco dużo aby poznać jej uroki, słabsze strony a przede wszystkim wyrobić sobie pewne nawyki. Jednym z nich jest codzienne pałaszowanie owoców, picie shaków owocowych, oraz jazda na skuterze. Mam nadzieję, że Birma ( nasza kolejna destynacja) pozwoli nam na kontynuowanie tego co dobre.
Do rzeczy pani M. Miało być o tym co w Koh Chang jest fajnego, a co można sobie podarować.
Bang Bao i okolice
O tym uroczym, pełnym miłośników Boba Marleya miejscu pisałam ostatnio. Południowa część wyspy, spokojniejsza, rozbujana, idealna dla tych, którzy kochają reggae i nie mają parcia na luksus ( choć przepraszam, kilka resortów fancy też tam jest ) . Co ciekawe niekoniecznie tańsza.
Ci, którzy będą mieli ochotę skorzystać z oferty „snorklingu” na pewno trafią do portu w Bang Bao, ponieważ większość łodzi właśnie stamtąd wyrusza.
W porcie Bang Bao mieści się wioska rybacka, a raczej jej pozostałości, przekształcone w pełni na targowisko na wodzie, pełne straganów odzieżowych oraz dryfujących knajpek. Liczba turystów w sezonie jest na tyle duża, że nikt nie ma zamiaru się z Tobą targować, zupełnie obalając teorię, że w Azji to oczywiście targować się trzeba. Knajpki konkurują ofertami menu, a w nich goszczą przeróżne stwory morskie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Czy smaczne? Nie wiemy, pływające w akwariach istoty nie zachęciły nas do ich pożarcia.





Jeśli traficie w rejony Bang Bao i lubicie klimat raggae i dobre jedzenie, polecamy knajpę I Do I Do lub Maha ( z najlepszym shakem bananowym ever).

Snorkling w okolicach Koh Rang.
Będąc na Koh Chang zapewne weźmiecie pod uwagę opcję wyprawy łodzią w kierunku wyspy Koh Rang. Dla tych, którzy oddali się tej uciesze będąc w Grecji lub Australli pewnie nie będą zainteresowani kilkoma niebieskimi rybkami . Dla całej reszty wycieczka przyniesie sporo radości, pod warunkiem, że wybierzecie jej najlepszą opcję.
Od serca polecamy wersję ‘private tour’. Wycieczka prywatna ( brzmi dumnie ) pozbawi was konieczności współdzielenia dużej łodzi wycieczkowej z dziesiątką Chińczyków. Nie żebym coś miała do tej nacji 😉 ale towarzystwo to jest na tyle specyficzne, że co wrażliwszy osobnik może być mniej niż bardziej z niego zadowolony. Wyprawa dużą łodzią wiąże się również z faktem, że w tym samym momencie do wody wskakuje kilkadziesiąt współtowarzyszy ( Chińczycy wskakują w ubraniach i kapoku ) co zakłócić może relaksacyjny charakter snorklowania.

Wycieczka prywatna ma dwa oblicza. Dla tych z zasobniejszym portfelem polecamy wersję speed boatem, czyli motorówką. Korzystając z tej opcji mniej czasu spędzisz na łódce a więcej na zachwycaniu się podwodnym światem. Wersja znakomita pod warunkiem, że nie masz choroby morskiej.
Wersja bardziej ekonomiczna, to prywatna wyprawa łodzią rybacką z silnikiem zaburtowym.
Płyniesz troszkę dłużej, ale i tak znacznie szybciej od wyżej wspomnianych wycieczkowców. My wybraliśmy wersję B- rybacka łódź z kapitanem rybakiem na pokładzie, nie znającym w ząb języka angielskiego. Pomimo to doskonale rozumiał nasze potrzeby.
Wybierając się na tego typu wyprawę musicie wiedzieć o przeciekawym systemie, który panuje zarówno tutaj jak i na Filipińskim Island hopingu. Nie ważne, że wysepek i miejsc do snorklowania jest kilka. Wszyscy płyną dokładnie w tym samym czasie na jedną z nich, co sprawi , że w danej chwili w jednym punkcie jest łodzi 5, a w innym 0. Na szczęście nasz uroczy rybak-kapitan szybko zrozumiał, że wolimy kameralne klimaty, albo przynajmniej odrobinkę więcej prywatności i delikatnie zmienił kierunek wycieczki.
Dodatkowe gratisowe atrakcje to droga powrotna. Jeśli trafisz na odrobinkę wyższą falę ( podkreślam odrobinkę ) to cała podróż powrotna ( pod fale) wiąże się z permanentnym zalewaniem Cię morską wodą. Nie sądziłam, że w Tajlandii może się nam zrobić zimno. A jednak. Wiatr + nieustannie oblewająca Cię morska fala= dobrowolne ubranie kapoka, bo w nim zawsze jest ciut cieplej.
Pomimo wszystko, albo dzięki wszystkiemu polecamy tę wyprawę, ponieważ jest to jedna z bardziej emocjonujących atrakcji na Koh Chang.
Cena- 5000 bahtów za łódź plus 200 bahtów za wjazd do parku.


Tree Top- park linowy
Jeśli potrzebujesz małego zastrzyku adrenaliny, oraz lubisz porządnie się spocić ( co przy temperaturze 28 stopni nie jest szczególnie trudne) koniecznie wybierz się na Tree Top w okolicach Bai Lan. Park oferuje zarówno atrakcję dla najmłodszych jak i dla starszych miłośników małpich skoków. Najlepiej „zaliczyć” tę atrakcję w samego rana, kiedy słońce nie praży jeszcze tak mocno i liczba komarów i innych owadów mających ochotę Cię pożreć jest mniejsza. Park linowy nie jest szczególnie trudny, chyba, że masz spore problemy z równowagą, ale na pewno przyniesie Wam wiele frajdy, pod warunkiem, że takie rzeczy Was cieszą. Najwięcej radości miał nasz Olo, który dumnie przebrnął przez trasę dla dorosłych ( co momentami przy wzroście 132 cm nie było proste) skonstatował, że była to najwspanialsza chwila w jego życiu. Wygląda na to, że już nie musimy się starać. Najlepsze za nim. 😉 😀
Wstęp- 1100 bahtów na osobę.
Czas przejścia- ok 2h.
Liczba okrzyków ( oczywiście głównie w wykonaniu kudłacza)- niezliczona.
Koniecznie nie zapomnijcie o porządnym spryskaniu się repelentem, aby pomimo wszystko wrócić z wyprawy w całości 😉

Blue Lagoon resort
Sama nie wierzę że to piszę, ale to miejsce naprawdę warte jest odwiedzenia chociażby na króciutki chillout na plaży. Sam restort jak to resort, fajny, z basenem i przyzwoitą plażą, dedykowaną jedynie klientom resortu. Na szczęście nie trzeba wykupywać noclegu aby odwiedzić to miejsce. Na wysokości Klong Prao jest zjazd w stronę Blue Lagoon, który prowadzi przez kilka knajpek i małych ‘bungalołów’ na plażę. Jeśli będziesz miał odrobinę szczęścia „załapiesz się” na pusty leżak pod palmami, w cieniu, na którym można na chwilkę zapomnieć o bożym świecie.
Jeśli planujesz zwiedzić wyspę skuterem, możesz to miejsce również wziąć pod uwagę. Po krótkim chilloucie koniecznie wybierz się na jedzonko w przydrożnej jadłodajni mieszącej się w centrum Klong Prao. Tu zjesz najprawdopodobniej jeden z najtańszych posiłków na wyspie, w dodatku całkiem pysznie.

White Sand Beach
Słynna plaża i najbardziej popularny rejon na Koh Chang? Dlaczego? Nie wiem. Nas takie miejsca jak to nie do końca kręcą. Miliony knajp, straganów, turystów i tyle. Oczywiście warto to zobaczyć, bo a nóż widelec będzie to Twoje #thebestplacetobe 😉 White Sand Beach to dobre miejsce na zakupy, ponieważ w przeciwieństwem do targu na Bang Bao, tutaj możesz ponegocjować ceny z sukcesem.
Lonely Beach
Jeśli lubisz imprezy, to będzie miejsce dla Ciebie. Muzyka w klubach podobno gra do rana i podobno nawet o świcie zjesz dobrego kebaba.
Podobno.
My niestety nie imprezujemy – my podróżujemy z dziećmi.
W poszukiwaniu spokoju.
Dla spragnionych spokoju i zapoznania się z niekomercyjną częścią wyspy, polecamy wyprawę skuterem na drugą, wschodnią część Koh Chang. Jazda skuterem po tej stronie jest zdecydowane przyjemniejsza ze względu na mniejszy ruch i lepszą drogę, więc ani się nie spostrzeżesz, a znajdziesz się na południowo wschodnim zakątku, w pięknej zatoce w okolicach Koh Mapring.
Po drodze warto odwiedzić dwie rybackie wioski : Salak Khok i Salak Phet.
Mieliśmy tę ogromną przyjemność poznać kilku bardzo pomocnych i chętnych do współpracy ludzi podczas naszych warsztatów fotograficznych, zarówno w jednej jak i drugiej. Okazuje się, że w tym rejonie bariera językowa zupełnie nie przeszkadza w osiągnięciu porozumienia. Oczywiście za pomoc mile widziane jest „kilka” bahtow, ale też nikt z nas bezinteresowności nie oczekiwał. Nie tutaj. W regionie Salak Khok możesz popłynąć tradycyjną tajską łodzią wzdłuż rosnącego na wybrzeżu lasu namorzynowego. Za tę atrakcję płacisz ok 200 bahtow za osobe. Emocjonującą wyprawą nazwać tego nie można, ale jeśli jesteś miłośnikiem ciszy i przyrody znajdziesz tutaj coś dla siebie.
Na wysokości Koh Prao możecie odwiedzić kolejną wioskę Salak Phet. Dla złaknionych zimnego Changa wioska oferuje kilka restauracji. W jednej wybranej przez nas jedzenie było bardzo przeciętne, ale za to widoki pyszne.
W tej części pięknych plaż nie ma, ale w zamian znajdziecie kilka mniejszych, niejednokrotnie nieźle ukrytych a przede wszystkim pustych.

Słonie na Koh Chang.
Skoro Chang oznacza słoń to oczywiście nie może zabraknąć tutaj tych olbrzymów. Niestety nie znaleźliśmy tutaj żadnego miejsca, typu sanktuarium, w którym zwierzęta te traktowane byłyby z należytym szacunkiem. Koh Chang oferuje przejażdżkę na słoniu po mieście lub treking na słoniu po dżungli. Ta druga opcja oferuje również wejście ze słoniem, ( na jego grzbiecie) do wody i kąpiel. Niestety oba te warianty wiażą sie z cierpieniem zwierzaka, który w Azji traktowany jest niczym maszynka do zarabiania pieniędzy. Więcej na ten temat napiszemy innym razem, tymczasem przejażdżki na słoniu nie polecamy z czysto humanitarnych względów.
Czy warto?
Kolejny raz stawiamy to pytanie retoryczne. Niestety nie mamy zbyt dużego pórwnania, aby powiedzieć czy Koh Chang rzeczywiście jest w mniejszym stopniu zalany turystyką od innych wysp. Sami mieszkańcy wyspy, lub ludzie którzy rozwinęli tam swój biznes tak twierdzą, więc musimy wierzyć im na słowo. Na pewno na wyspie znajdziecie zupełnie inny klimat aniżeli w Bangkoku, Chiang Mai czy jednej z wysp typu Phi Phi czy Koh Yao Noi. Dlatego też jeśli planujesz poznać Tajlandię bliżej warto odwiedzić każde z tych miejsc.
Po miesiącu spędzonym na wyspie, opuszczamy ją z dużą dawką smutku i nostalgii co chyba świadczy o jednym- mieliśmy się tutaj wybornie.
Kolejna destynacja- Birma. Co przyniesie nam ten etap podróży, o tym już wkrótce.


