Ferie, dzieciaki na nartach a my ? Wolni 😉
Żeby nie było tak jak zwykle, że przy nieobecności dzieci, zamiast wyrwać się gdzieś na „miasto” to pracujemy całymi dniami ze zwiększoną siłą, postanowiliśmy pójść na kolację. Dokładnie rzecz biorąc, Tomek zaprosił mnie na randkę, czyli ze spokojem mogę stwierdzić, że to wszystko przez niego. 😉
Grzane winko, dobra kolacja i wyobraźnia buzuje.
„A co ty na to, gdybyśmy wyjechali na dłużej? Tym razem z dziećmi?”
Wyobraźcie sobie ten stan ducha, w którym widzicie siebie na filipińskiej plaży, obok siedzą dzieciaki, które właśnie usiłują zrozumieć matmę, a potem rzucając książki w piach wskakują do morza. Ta fantazja poszła za daleko i nie dało się już tego zatrzymać. Od tamtego wieczoru myśleliśmy o tej podróży niemalże codziennie, a faktem jest, że gdy codziennie zaprzątasz sobie czymś głowę, prędzej czy później doprowadzisz do realizacji powstałej w niej wizji.
Decyzja zapadła. Ruszamy początkiem października.
Początkowo w planach miała być tylko Azja, ale życie jest dość figlarne i dzięki mojej pracy, plany poszerzyły się również i o Amerykę południową.
Skoro powiedzieliśmy 'A’ to nie mogło zabraknąć na liście Afryki, do której wybieramy się chyba tylko przez działanie impulsywne. Były tanie bilety? Były. To dlaczego nie mielibyśmy z nich skorzystać.
No i stało się. Mamy nasz skromny plan wyprawy, a przynajmniej jego zarys. Mój boszszsz, kto to wymyślił 😉



