Będąc w Birmie wiedzieliśmy, że koniecznie musimy odwiedzić jedną z najbardziej popularnych destynacji jaką jest królestwo Bagan.
Kraina z liczbą 2230 świątyń i pagód, a nawet klasztorów zbudowanych na cześć słynnego i umiłowanego przez część Azjatów Buddy, rozpościera się na terenie o powierzchni około 40 kilometrów kwadratowych. Pomiędzy budowlami hula wiatr, rosną krzaki i pasą się krowy.

Słówko o historii tego miejsca.
Za Wikipedią za moment powstania Paganu przyjmuje się lata 990 a 1230 po Chr.
Począwszy od czasu panowania Anawrahty Pagan stał się ośrodkiem religijnym i naukowym: sprowadzeni z Indii i Cejlonu mnisi poza nauczaniem zajmowali się badaniami lingwistycznymi, filozofią, prawem i medycyną. Było to też miasto wielonarodowe – oprócz Birmańczyków zamieszkiwali je potomkowie Pyu i Monowie.
Nie wyjaśniono dotąd, jaka była przyczyna upadku Paganu w XIV. wieku. Często za wydarzenie decydujące przyjmuje się serię najazdów mongolskich wojsk . Na poparcie tego wyjaśnienia brak jednak dowodów historycznych . Wszystko wskazuje raczej na to, że nie był to pojedynczy kataklizm w rodzaju najazdu, zarazy czy kryzysu ekonomicznego. Pagan nigdy nie został porzucony i nie przestał być miejscem uważanym za święte. Przez wieki region doświadczył też wielu trzęsień ziemi (z których jedno z największych miało miejsce w roku 1975). Zdarzały się też olbrzymie pożary. Budowle popadały stopniowo w całkowitą ruinę, choć wznoszono także nowe (ok. 200) oraz przeprowadzano niewielkie renowacje. Odbudowę na dużą skalę rozpoczęto na początku lat 90. ubiegłego wieku. Niestety, jakość prowadzonych prac jest przedmiotem zdecydowanej krytyki historyków sztuki i konserwatorów.
Jest kilka sposób na zwiedzanie Baganu i kilka świetnych poradników na ten temat znajdziecie w necie.
Nie chcąc się powtarzać mogę przedstawić jedynie swoje subiektywne zdanie, czyli w skrócie o tym :
czym, jak i gdzie ?



Królestwo Bagan to obszar ogromny, a poszczególne świątynie oddalone są od siebie czasem o kilka kilometrów, zatem zwiedzanie go pieszo w temperaturze 35 stopni chyba nie jest najlepszym pomysłem. Pozostaje nam zatem do wyboru jedna z poniższych opcji.
- Rowery
- Zaprzęg ciągnięta przez konia ( niestety wielokrotnie widziałam jak koniki ostro dostawały po grzbiecie )
- E-bike- czyli elektryczna wersja skuterka
- Autokar
- Samochód
Wybraliśmy naszym zdaniem opcję najprzyjemniejszą czyli e-skuterki, które pozwalają na swobodne zwiedzenie całego obszaru, łącznie z najwęższymi piaszczystymi ścieżynkami. Pojazdy te są na tyle słabe i wolne ( zwłaszcza, że jeździliśmy w parach), że nawet drobna wywrotka wydaje się bezbolesna. Dzięki niezywkle cichemu przemieszczaniu się (e-bike są niemalże bezgłośne) można w pełni kontemplować panującą na całym obszarze błogą ciszę. Jadąc e-bikiem kontrolujcie stan akumulatorka. Czasem nie do końca naładowany pojazd może zaserwować Wam króciutki spacerek z pojazdem u boku, co przy żarze lejącym się z nieba przestaje być zabawne.




MUST SEE
Jest kilka świątyń, które uznawane są za miejsca obowiązkowe dla każdego podróżującego po Baganie, min świątynia Thatbyinnyu, Gawdawpalin czy Sulamani.
Niestety zwykle z tymi punktami wiążą się tłumy wylewające się z autokarów ( znowu Ci Chińczycy 😉 ) a co za tym idzie, przed każdą świątynią stoi szereg straganów z „super” ofertami spódnic longyi, okularów przecisłownecznych, obrazów piaskowych i wielu wielu innych.
Nas zdecydowanie bardziej urzekały wszystkie mniejsze pagody i świątynie stojące na uboczu, oferujące przemiły chłód i chwilę spokoju. Zresztą dla laików w temacie historii sztuki buddyjskiej, wnętrza świątyń różnią się nieznacznie co sprawia, że po obejrzeniu piętnastu, podziwianiu kolejnych, nie da się zaprzeczyć pieknych fresków, czy posążków Buddy, mamy już przesyt, a raczej nie potrafimy w pełni cieszyć się ich widokiem.
Część z większych świątyń daje możliwość wspięcia się niemalże na szczyt.
Jeśli masz klaustrofobię – nie polecam. Schodki wiodące na górę, przeprowadzą Cię w kompletnych ciemnościach i ultra wąskim korytarzykiem, co sprawia, że jednostka wrażliwsza na ciasne, ciemne pomieszczenia może zwyczajnie wpaść w panikę. Na szczęście widoki rekompensują drobne niedogodności.
Bagan z wysoka wygląda imponująco.






WSCHODY I ZACHODY
Po całodniowym ( a nawet dwudniowym) zwiedzaniu królestwa, widok kolejnej pagody czy świątyni nie robi większego wrażenia, zwłaszcza na naszym nieletnim towarzystwie.
Nic więc dziwnego, że każdy ma ochotę na ujrzenie całości w zupełnie innym, niejednokrotnie zapierającym dech w piersi świetle.
Nie ukrywam, że nie było łatwo namówić najlepszego z mężów na pobudkę o 5 rano i wyprawę skuterkiem, tylko po to by ustawić się w kolejce po zdjęcie. Jazda na skuterze w kompletnych ciemnościach i przenikliwym chłodzie mimowolnie wyzwalała w nas myśl typu „czy my na pewno jesteśmy normalni?”. Na szczęście dla mnie, późniejsze światło przyniosło sporo satysfakcji i pozwoliło zapomnieć o egzystencjalnym bólu niewyspanego człowieka.
Jedną z trudniejszych decyzji jaką trzeba w tym momencie podjąć to, na którą świątynię można się wspiąć, aby uniknąć tłumów i złapać wschód z jak najlepszego kąta. Niestety wszelkie poradniki i wpisy blogerskie sprzed 2016 roku są już zupełnie nieaktualne. W 2016 roku nastąpiło w tym rejonie trzęsienie ziemi, na skutek którego wiele świątyń uległo częściowemu zniszczeniu i wiele z nich jest zamkniętych. Legalnie można wejść już tylko na dwie, a wkrótce mają zostać zamknięte wszystkie.
Ostatecznie wylądowaliśmy na jednej z największych, a zarazem najbardziej rozpoznawalnych świątyń Baganu- Schwe Gu Gi Phaya. Obawiałam się, że obecne na szczycie tłumy zakłócą cieszenie się chwilą, ale na szczęście wczesna pobudka opłaciły się. Ludzi nie było wcale tak dużo, albo miałam dobre miejsce i reszta po prostu mi nie przeszkadzała. Jak się później okazało, na jednej z mniejszych pagód określanej jako „sekret place”, czyli miejsca o którym niewiele osób wie, było ludzi dwukrotnie więcej. Dlatego nie warto wierzyć internetom 😉 Podejrzewam, że za rok lub dwa mój wpis również będzie w tym temacie kompletnie nieaktualny.
O co całe to zamieszanie?
Szczerze mówiąc wschód na Baganie niewiele się różni od wschodów na Czantorii, już nie wspominając o naszych pięknych Tatrach. Więc o co to Halo?
Przyznam szczerze, że stojąc na szczycie świątyni…w kompletnych ciemnościach, z kilkorgiem innych łapaczy kadrów, zastanawiałam się czy to w ogóle ma sens. Wschód jak to wschód, fajny, ale……
Na szczęście wszelkie zwątpienie prysło w momencie pojawienia się balonów. Wypełnione gorącym powietrzem balony, płynące niczym małe giganty po niebie działały hipnotyzująco.
Jestem przekonana, że te kilka minut zresetowało mnie na długi czas i pozwoliło w zupełności zapomnieć o codziennym stresie. Mówiąc wprost, wschód jak to wchód ( pisze jakbym co najmniej codziennie je widywała 😉 ), jednakże całokształt tj panorama setek światyń skąpanych w porannym świetle, mgły, balony i szalejące w powietrzu czarne ptaki czynią ten widok niezapomnianym i wartym każdej dodatkowej sekundy snu.


CZY TYLKO ŚWIĄTYNIE?
Jeśli nie jesteście szczególnymi miłośnikami architektury lub reliigi buddyjskiej dwa dni ze świątyniami wystarczy wam, aż nadto. C0 więc można robić poza zwiedzaniem Bagan Archaeological Zone.
Wizyta w wiosce Bagan.

Jeśli tylko zechcenie, będziecie mieli możliwość wejścia do jednej z wiosek mieszczących się na terenie królestwa. Wioski te oczywiście przygotowane są na inwazję turystów, w związku z czym jeśli masz ochotę na małe zakupy miejscowych produktów, na pewno Ci się to tutaj uda. Na szczęście mieszkańcy wioski, jak wszyscy napotkani przez nas tutaj ludzie są nienachalni. Możesz z przyjemnością bez poczucia osaczenia przejść całą wioskę, odwiedzić kilku z jej mieszkańców i zapalić lokalne cygaro. Mile widziany jest jakiś datek, ale bez presji.


ZACHÓD SŁOŃCA NA RZECE IRRAWADY
Jeśli szukacie dodatkowych wrażeń zawsze macie możliwość skorzystania z oferty zachodu słońca na rzece. Będzie to ciekawe przeżycie dla wszystkich, którzy kochają hałaśliwie pierdzące silniki łódek oraz widok zachodu w towarzystwie kilkudziesięciu innych łodzi na horyzoncie. Sama wyprawa dla mnie pozbawiona większych emocji ( chyba, że akurat zabierzecie ze sobą kupione we wiosce cygaro 😉 ). Największym plusem jest chwilowe odetchnięcie od klimatu świątyń i wizyta w leżącej nad rzeką wiosce.



