Chwilowo zmieniamy kierunek wyprawy z Chile do Argentyny, a dokładniej w jej andyjską część.
Wielbicielom poruszającej historii katastrofy lotniczej w Andach, obecność w tym miejscu pomaga na nowo zrozumieć wielkość i siłę charakteru dzielnego Nando.
Andy wiosną wydają się być łagodniejsze aniżeli ich zimowa odsłona, choć nie wiem czy to nie tylko pozory. Bezustannie świszczący wiatr, porywający turystom kapelusze, bywa bardziej męczący aniżeli możecie sobie to wyobrazić. Są tego oczywiście ogromne plusy. Miasteczko Los Penitatntes składające się z 2 domów mieszkalnych, jednego baru 'Coca Cola’ z właścicielem przypominającym seryjnego mordercę, oraz jednego ośrodka narciarskiego, jest rajem dla lubiących ciszę i spokój. Jako że sezon zimowy zacznie się tutaj dokładnie za pół roku, oczywiste jest, że narciarzy brak co oznacza, że mieszkamy tutaj zupełnie sami; nie licząc przesympatycznych właścicieli baru leżącego w miasteczku obok.
Los Penitantes otoczone Andami, bez zasięgu, internetu oraz telewizji to idealne miejsce na wspólne wieczory z dzieciakami, na czytanie książek oraz nadrabianie szkolnych zaległości.
Na nasze szczęście przyjechaliśmy tutaj samochodem, dzięki czemu możemy swobodnie ( na tyle na ile jest to możliwe dla samochodu z silnikiem 1,6 ) zwiedzać górzyste okolice. Charakteryzują ją opustoszałe domy, zasypane tory kolejowe, porzucone autobusy i kilka maleńkich miasteczek, w których chyba mieszkają ludzie. Chyba, bo nie napotkasz tutaj przechodniów ani tym bardziej klasycznych turystów, czemu, zważywszy na panujący tutaj wicher, nie ma się co dziwić.
Ale ale…..piszę co najmniej jakby mi się tutaj nie podobało. Nic bardziej mylnego. Jest bosko, a cel dla którego tutaj przyjechaliśmy robi wrażenie.
„Stone Guardian”
Aconcagua, najwyższy szczyt pasma andyjskiego, sięgający 6962m npm, to marzenie niejednego alpinisty, albo raczej ‘andzisty’. W każdym razie, nie jeden traper chciałby ten szczyt osiągnąć. My zadowolić musieliśmy się krótką wyprawą kończącą się u podnóża góry. Na więcej i tak nie byłoby nas stać, przez wiatr, niską zawartość tlenu, a przede wszystkim fakt, iż większość mięśni naszej ekipy nie wykorzystywana dość dawno, śpi snem spokojnym. Podziwialiśmy zatem szczyt, owinięci w kaptury niczym w kokony i wypatrujący kondorów.
Kondor to drugi pod względem wielkości latający ptak. Rozpiętość jego skrzydeł sięga do 3,4m. Można je zaobserwować w okolicach Aconcauguy, na co bardzo liczył nasz najmłodszy wędrownik. Gotów był nawet udawać padlinę, byleby jakiegoś do siebie ściągnąć. Niestety, przewodniki kłamią, kondorów brak, a raczej znajdują się na wysokościach nie dostępnych dla zwykłej czwórcy z Dzięgielowa. Zawiedziony Olo znalazł pocieszenie w argentyńskim hamburgerze i muzyce discco z lat 90, która towarzyszy naszym tutejszym posiłkom.
Do you speak English ?
Jeszcze przed wjazdem do Argentyny musisz stawić się na specjalnej kontroli przygranicznej, o czym przypomnieli nam pierwsi przypadkowo napotkani mieszkańcy los Penitantes. Para rock’n rollowców, znakomicie mówiąca po angielsku, dała nam złudne nadzieje, na temat dwujęzyczności lokalnych mieszańców. Niestety już na granicy okazało się, że żaden celnik nie zna języka, za to uporczywie tłumaczy wszystko kilkakrotnie w języku hiszpańskim. Zmieniając intonację, tempo i gestykulację z nadzieją, że to pomoże. Trzeba przyznać, że hiszpański jest znacznie bardziej przyjaznym językiem aniżeli przykładowo tajski. Niemalże do perfekcji opanowujemy proces domyślania się o co chodzi.
Jak się wkrótce okazało, para mówiąca po angielsku, to w tutejszej okolicy ogromny wyjątek, a miasteczko jest tak maleńkie, że spotykamy ją jeszcze kilkakrotnie na naszej drodze. Nic dziwnego. Para prowadzi bar w sąsiadującym Puente Del Inkas, z pysznymi wspomnianymi już wcześniej hamburgerami oraz lokalnym przysmakiem- zupą z soczewicy.
Czas na podsumowanie tego wyjątkowo przydługawego wpisu ( wybaczcie, zbytnio się rozkręciłam )
Podsumowanie będzie za to krótkie: musimy nauczyć się hiszpańskiego.
Na razie pozostaje nam podziwiać widoczki i oddychać głęboko, bo już dziś wiem że zatęsknimy za tymi okolicami.
P.S. Martin! You and your girlfriend are most amazing Argentinian we’ve ever met. 💛



