SŁOWEM CAŁKIEM ZBĘDNEGO WSTĘPU 😉
Dziś wielka sobota, tj dzień, który zgodnie z domową tradycją poświęcany był na malowanie jajeczek , pieczenie wielkanocnych ciast oraz oczywiście ostatnie szlify porządkowe, mające ma celu udowodnić, że jesteśmy idealnymi gospodyniami, które są w stanie ogarnąć wszystko i dom mają w stanie nienagannym. Notabene tak jak lubiłam sztukę skrobania jaj, tak nie znoszę tego odziedziczonego wewnętrznego przymusu walki z wiatrakami, bo przecież sprzątanie w domu, w którym mieszkają dzieci, królik i kot jest kompletnie bezsensowną Syzyfową pracą, a jednak. Jak siedzieć i wpychać w siebie kolejny kęs wielkanocnej baby w brudnym domu? Takie brawurowe zachowanie grozi zakrztuszeniem lub co najmniej poświąteczną niestrawnością. Nie warto zatem ryzykować.
Tak więc zwyczajowo mamy Triduum porządkowe, po czym następuje niedzielne obżarstwo, lany poniedziałek i konsumpcji ciąg dalszy. Jak to mawiał najlepszy z dziadków „święta, święta i po świętach”.
Oczywiście dla tych, którzy zdążyli już pomyśleć „cóż za biedni ludzie, bez wyższych wartości” od razu prostuje, że oczywiście lekko przesadzam.
Święta to dobry czas, czas zadumy ( dla tych którzy dumać lubią ), czas z rodziną, wiosennych spacerów pod warunkiem, że zima znowu nie zrobiła nas w balona; czas gier planszowych, pysznych jajek w kminku i spotkań z najbliższymi.
TYM RAZEM JEST INACZEJ
Najbliżsi.
Tęsknimy za Wami 'troszkę’, zwłaszcza że znajomi w domku obok leżą ledwo żywi po wczorajszej imprezie ( zaznaczam, że nie z nami ta impreza, więc chyba to jednak nie są nasi znajomi), o kminku zaś tutaj nie słyszano; więc co najwyżej możemy zjeść jajka w curry lub omlet.
Co mamy w zamian?
Nic nie może zastąpić dobrego obiadu u mamy i kawy u teściowej ( czy nabiłam sobie troszkę punktów? ) ale na pocieszenie znajdzie się kilka okoliczności łagodzących.

Temperatura powietrza -30st
Temperatura wody -28 st
Odległość od morskiej fali – 15m
Domek na plaży, a właściwie to szałas spełniający rolę sypialni.
Genialny wiatr od morza zastępujący klimę i ogrom Sri Landzkich kruków ( tak, jest ich tutaj zaskakująco dużo) zastępujących zajączki wielkanocne. Ciekawe czy poza podkradaniem jedzenia potrafią też przynieść nam prezenty.

No właśnie… PREZENTY.
Patrząc na opalone twarze naszych dzieciaków widzę mieszane uczucia. Z jednej strony radość z nowej miejscówki, z drugiej zaś lęk, że co to za święta bez babć ( tak kochane babcie, powinno być wam miło) bez sernika i co najważniejsze, bez prezentów???
Na ten ostatni zarzut, czy też dziecięcą obawę, rodzą się w nas dwie emocje ( znam też inne brzydkie słowo, na jedną z nich, ale nie użyje go, bo jestem przecież grzeczną dziewczynką)
Myśl nr 1. Boszszsz jakie konsumpcyjne dzieciaki mamy. Czy one nie widzą jak dookoła jest pięknie? Prezenty? Kto je wychował? Ja się pytam, kto?
Kolejna myśl została wygenerowana natychmiast po poprzedniej, przez mózg zupełnie nieidealnego rodzica, co krok popełniającego ciągle te same błędy.
Myśl nr 2. Nie możemy im tego zrobić, muszą być prezenty, bo jak to? Taki zawód, bez „zajączka”?
Tak, tak..wiemy…. jesteśmy niereformowalni. Zawsze lubimy sobie ponarzekać na to i owo, po czym dalej stawiamy dokładnie te same głupie kroki, byleby tylko uczynić świat idealnym, choćby na chwilę.
Problem pojawia się w momencie, kiedy chcemy wspomniane wyżej wyczekiwane podarunki kupić. W miastach typu Dambulla panuje kicz, smar mydlo i powidlo oraz festyn trend i naprawdę pomimo ogromu chęci nie znajdziesz nic wartościowego.
Co za tym idzie docieramy do naszego „świątecznego” nowego lokum – Nilaveli, z pustymi rękami.
Cóż, jakoś nasze pociechy muszą znieść święta po hipisowsku.
Jak się domyślacie, długo nie wytrzymaliśmy.
Po jednej nocy w białym szałasie i kilkoma czarnymi myślami, nazajutrz łapiemy tuk tuka i jedziemy do pobliskiego miasta.
Po godzinie wracamy z trofeum.
Kurcze…robienie prezentów jest zdecydowanie zbyt przyjemne, by sobie te odrobinkę szczęścia odebrać.
CO POZA PREZENTAMI?
Święta na Sri Lance wyglądają zupełnie inaczej, bo jakim prawem miałyby wyglądać podobnie skoro wokół panuje buddyzm, hiduizm i islam.
Część ludzi zwyczajnie pracuje, inni mają wolne z powodu niedzieli. Świat toczy się zwyczajnym rytmem.

Na drogach jeżdżą setki tuk tuków i motocykli, od czasu do czasu zatrzymując się celem przepuszczenia jednej czy dwóch leniwie kroczących drogą krów. Na plaży niemalże pustej od rana do wieczora ( nie ma parawanów, nikt nie rezerwuje leżaka, nikt nikogo nie musi przekraczać) spotykają się młodzi ludzie, grając na bębenkach, śpiewając i symulujac jakiś dziwny rodzaj tańca. W knajpie ok 300 metrów od nas od dwóch dni trwa music festiwal, zorganizowany min z powodu święta pełni księżyca obchodzonego tutaj ok raz w miesiącu. Święto było w piatek. Muzyka daje czadu nieprzerwanie ( w nocy również) od piątku do niedzieli. Dzięki niej czujemy się jak byśmy zapomnieli wyjść z imprezy techno, na którą w ogóle nie weszliśmy. Nawet gdybyśmy chcieli, ceny biletów zdecydowanie przekraczały nasz świąteczny budżet.





NIEDZIELA WIELKANOCNA
I mamy święta.
Będąc w podróży święta nabierają zupełnie innego znaczenia. Są stanem umysłu, o który musimy sami zadbać, by rzeczywiście odczuć jakąkolwiek różnicę miedzy dniem dzisiejszym, a przed wczorajszym. Stawiamy więc na radość z chwili i chillout, bez przemieszczania się, bez nauki, na czytanie książek, kilka godzin zabaw w wodzie, wspólne rozmowy, gry w Uno i po prostu bycie ze sobą, dla siebie i tuż obok.
Świąteczne śniadanie jest radosne i całkiem obfite, choć jak babcię kocham, musli z owocami w niczym nie przypomina jajek w chrzanie.
Zamiast babki wielkanocnej i mazurka zadowalamy się nurem w ciepłą oceaniczną wodę.
Wiem, że dla części z Was takie święta to nie święta, ale mamy to, co dla nas w nich najistotniejsze; czas dla siebie i to najfajniejsze z uczuć, nie musieć przez chwilkę nic robić, tylko cieszyć się tym co obecnie dał nam los.



A CO NA NASZE ŚWIETOWANIE MIESZKAŃCY NILAVELI?
Jak już wposminałam, tutejsza okolica zamieszkiwania jest głównie przez muzułmanów i hindusów. Gdy chrześcijanie świętują muzułmanie pracują i zaczynają swój post. W religii islamu Jezus owszem odgrywa dużą rolę jako jeden z głównych proroków, ale nie jest uznawany za syna bożego, ani za zmartwychwstałego zbawiciela. Nie cieszą się zatem z chrześcijańskiej wielkiej nocy, ponieważ oczekują na swój Ramadan, który obchodzony jest w 9 miesiącu kalendarza muzułmańskiego ( w tym roku przypada on 16 maja do 14 czerwca).
W tym miesiącu czczą objawienie się Archanioła Gabriela Mahometowi.
A jak to wygląda u naszych hinduskich sąsiadów?
Ci z kolei oczekują na swoje najważniejsze święta, Diwali . Święta obchodzone z rozmachem, porównywalne z chrześcijańskim Bożym Narodzeniem. Diwali to święto świateł, symbolizujących zwycięstwo dobra nad złem.
Jednym z najważniejszych świąt dla Lankijczyków ( czy mieszkańców Sri Lanki), jest święto pełni księżyca.
Kalendarz księżycowy to jeden z ważnych elementów lankijskiego życia. Długość miesiąca równa jest długości miesiąca księżycowego, co oznacza, że trwa 29 lub 30 dni.
Kiedy raz w miesiącu nadchodzi pełnia, razem z nią przychodzi dzień święta.
Nazywany on jest Dniem Poya („szybki dzień„). Stanowi hołd dla Buddy, ponieważ 70% mieszkańców Sri Lnki to buddyści.
Jest to święto nie tylko religijne, ale też państwowe. Zamknięte są sklepy i instytucje państwowe. Dodatkowo zakazane jest picie alkoholu i jedzenie mięsa.
Kiedy nadchodzi Dzień Poya, Lankijczycy świętują w każdym miesiącu co innego. W styczniu upamiętniają pierwszą wizytę Buddy na Sri Lance. W kwietniu przychodzi Nowy Rok, a podczas kolejnej pełni jest upamiętnienie drugiej wizyty Buddy. Czerwiec to czas upamiętnienie wprowadzenia buddyzmu. Początek Wielkiego Postu Buddyjskiego przypada na lipiec, a kończy się aż w październiku.


ŚWIĘTA ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH
Jeśli lubicie czas świętowania, polecamy zamieszkać na Sri Lance. Podobno poświęcają niemalże połowę roku na przeróżne święta, te mniejsze i ciut większe.
Niekóre powody do świetowania pewnie będa dla większości niezrozumiałe…ale czy nasze święta wszyscy rozumieją?


