Niczym nowym nie będzie jeśli napiszę, że w życiu trzeba spełniać marzenia. Radość z ich spełnienia jest tym większa jeśli są to marzenia naszych najbliższych.
Od początku wyjazdu najmłodszy z niuni marzył o zobaczeniu pingwinów. Wszystko to przez obejrzany tuż przed wylotem film „Pan Popper i jego pingwiny”. Pomimo, iż film zdecydowanie nie należy do ambitnych, nasz 8 latek wył przy nim ze śmiechu no i …zakochał się w pingwinach. Dziś nadszedł czas na spełnienie marzeń, przynajmniej w pewnym stopniu.
Półwysep Valdes to kraina wielorybów, słoni morskich, lwów morskich i upragnionych pingwinów. W całości będący rezerwatem, mieszczącym się na liście dziedzictwa narodowego UNESCO, jest jednym z niewielu miejsc na świecie, w którym człowiek może stanąć twarzą w twarz z południowo atlantycką fauną morską. Wjazd do parku jest oczywiście płatny i to nie mało, ale temat cen zostaje pominięty celowo 😉 Nie warto się stresować.
Najlepszą z możliwych opcji zwiedzenia półwyspu, jest wypożyczenie samochodu i zwiedzanie go na własną rękę, bez konieczności tłoczenia się z kilkudziesięcioosobową wycieczką. Zresztą w wypadku czteroosobowej załogi własny samochód jest zwyczajnie bardziej opłacalny.
Chcąc zwiedzić cały półwysep, dobrze jest znaleźć sobie lokum w okolicznym mieście Puerto Madryn. Dość spore miasto nadmorskie podratowało przynajmniej tymczasowo naszą dietę, która dotychczas składała się głównie z Pizzy, spaghetti i Lomo ( pysznej wołowiny). Nadszedł czas na ryby. Jak na duże miasto przystało, knajp i restauracji jest tutaj dość sporo, niestety jeśli zgłodniejesz w okolicach 15:00 nie zjesz nigdzie. Włosko – hiszpańskie klimaty dostrzec można nie tylko w urodzie i zachowaniu napływowej ludności, ale również w zwyczajach restauracyjnych. Obowiązuje tutaj pora lunchu oraz pora obiadu, który zwykle serwuje się po 20;00. Najwyraźniej niekt nie przejmuje się zasadą „nie jedz po 18tej”.
Puerto Piramidas
Jeśli marzysz o ujrzeniu wieloryba, dobrą opcją jest wyprawa łodzią w okolicach Puerto Piramidas. Wieloryby przypływając w te rejony na okres porodu oraz karmienia, krążą tutaj ze swoimi 8 tonowymi „maleństwami”, karmiąc je i czekając aż dorosną. Niestety jest to również okres, w którym karmiące wielorybie matki oszczędzają energię, a co za tym idzie figlarne podskoki nie są im w głowie. Zadowolić musimy się więc widokiem wypływającej co jakiś czas paszczy oraz wyłaniającego się ogona. Widok i tak robi ogromne wrażenie.
W ramach wodnej wyprawy odwiedzamy również kolonię lwów morskich, leniwie wylegujących się na brzegu. Ten dodatkowy bonusik sprawia nam strasznie dużo frajdy, ponieważ jest to jedyna możliwość podziwiania tych cudnych zwierząt zaledwie z kilku metrów.
Punta Tombo
Rezerwat Punta Tombo, leżący ok 110km od Trelew, to idealne miejsce na obcowanie z tysiącami gniazdujących tutaj pingwinów. Umiejętnie poprowadzona kilkukilometrowa ścieżka, pozwala zwiedzającym przyjrzeć się z bliska ich życiu. Mali towarzysze sprawiają, że banan nie znika nam z twarzy. Pingwiny chwilami zupełnie beztrosko wchodząc niemalże pod nogi, innym razem zaś ostrożnie wyczekują chwili, w której bezpiecznie będą mogły przejść „na drugą stronę”. Część z nich wysiaduje jaja, inna część leniwie się wyleguje lub człapie w stronę morza, by zażyć morskiej kąpieli. Bardziej ciekawskie przyglądają się przechodniom, zabawnie przechylając główki. Patrząc na przezabawne zachowania zwierzaków, nie można się nie uśmiechać. Obecność w takim miejscu owocuje oczywiście miliardem zdjęć pingwinów w przeróżnych konfiguracjach. Oszczędzę wam jednak tego widoku i wrzucę zaledwie „kilka” z nich.
Punta Ninfas
Pomimo tego, iż kilkakrotnie odradzano nam trasę na Punta Ninfas, nie zniechęcamy się i ruszamy w poszukiwaniu słoni morskich. Dotychczas widzieliśmy je wielokrotnie, jednakże tylko z tarasów skalnych, które pozwalają obserwować zwierzęta ze sporej odległości. Punta Ninfas to jedyne miejsce na Półwyspie, w którym można stanąć ze zwierzętami niemalże twarzą w twarz. Do pokonania mamy spory odcinek drogą żwirową z pojawiającymi się gdzieniegdzie ogromnymi dziurami i koleinami. To właśnie one są powodem, dla którego kilkakrotnie odradzano nam tę trasę. Bez przesady, droga nie była taka zła, albo przynajmniej niewiele gorsza od tej, którą do niedawna mieliśmy w naszych stronach.
Droga kończy się klifem, z którego można albo spaść albo umiejętnie zejść. Wybraliśmy tę drugą opcję, idąc w miarę przygotowaną dla podróżujących ścieżką. Dziękujemy Ci klifie 😉 Twoja obecność znakomicie poprawiła humor naszemu małemu kudłaczowi. Po zejściu na plażę od razu można przywitać się z małą kolonią słoni morskich. Olbrzymy, sięgające 7m długości , ważące ok 5 ton nie są skore do ruchu co pozwala na swobodne podziwianie zwierząt z bliska, oczywiście z pełnym szacunkiem dla ich przestrzeni osobistej 😉 Samiec, charakteryzujący się nosem w kształcie trąby, profilaktycznie pobekuje ostrzegawczo dając znać, aby nie przesadzać z tą ludzko-słoniową przyjaźnią. Szanujemy i zachowujemy dystans.
Poniżej pozostawiam „kilka” zdjęć kolejno z Pureto Piramidas, Punta Tombo oraz Punta Nimfas. To zaledwie „parę’ wybranych kadrów 😉 Sami więc widziecie z czym musimy się zmagać po powrocie z każdej wyprawy. 😉




















