Kilka ostatnich wpisów było aż nadto rozbudowanych, dlatego tym razem bez wyrzutów sumienia pozostawiam tutaj tylko kilka zdań i parę zdjęć.
Argentyna wita nas ponownie. Tym razem zanurzamy się w tutejszą część Patagonii, krainy bezkresnych pustkowi, pasących się na nich owiec, należących do właścicieli ziemskich, maleńkich estancji czyli domków, oddalonych od siebie o minimum 60km, w których zamieszkują pilnujących tychże owiec pracownicy. To kraina nieustającego, przenikliwego wiatru. Wiatr wydawałoby się zupełnie nie przeszkadzający tutejszym mieszkańcom, dla nas bywa nieco męczący. Zwłaszcza gdy ma się osiem lat i wagę zaledwie 24 kg. Ciężko wtedy utrzymać się na nogach.
El Calafate, to nasza pierwsza baza po powrocie do Argentyny.
Miasteczko bardzo rozwinięte, pełne sklepików, knajpek, barów i turystów. Tętniące życiem, przytłaczające setkami ofert wycieczek i atrakcji. Większość z nich ukierunkowana jest na główną tutejszą atrakcję. Lodowiec Perito Moreno.
Kilka tysięcy lat temu większą część tej okolicy pokryta była lodem. Teraz pozostał potężny lodowiec o 5km szerokości i wysokości sięgającej 80m, a obok niego szaro mleczne jezioro polodowcowe. Widok robiący efekt tak potężny jak sam lodowiec, piękny, niemalże żywy, dający znać o sobie hukiem spadających odłamków lodu. Zdjęcia uważam za przeciętne w stosunku do tego co zobaczy ludzkie oko będąc na miejscu. Pozostawiam to co mam i ślę pozdrowienia tym, którzy już choć troszkę za nami tęsknią.



