” A może by tak wyjechać na dłużej, z dziećmi” ?
Czasem okazuję się, że wystarczy zwerbalizować głośno swoje marzenia, a świat stanie na głowie aby się zrealizowały, a nawet jeśli to nie świat na tej głowie staje, to my na pewno.
Minęło pół roku, a właśnie rozpoczęliśmy się odliczanie do prawdopodobnie największej podróży naszego życia.
Początkowo miałą być tylko Azja, a w niej Tajlandia, Filipiny, Malezja, Wietnam i Laos. Podczas ostatniej krótkiej wizyty na tym pięknym kontynencie obiecaliśmy sobie i naszym dzieciakom, że następnym razem zabierzemy je ze sobą. Słowo się rzekło i nie tak łatwo jest się wycofać z takiej obietnicy. Plany stopniowo ulegały modyfiakcji i z każdym miesiącem stawały się coraz bardziej ekspansywne.
W pierwszej kolejności planujemy odwiedzić Amerykę Południową. W niej czeka nas troszkę pracy zawodowej, ale również nie może zabraknąć miejsca na poznawanie. Kolejna na liście jest Afryka, a po niej wymarzona Azja.
Powiem wprost, podjęcie decyzji to najprostszy etap całości
Jeśli planujesz wyjazd na ok 9 miesięcy to pojawia się na drodze kilka maleńkich lub większych przeszkód do pokonania.

Obowiązkowe
50% naszej ekipy jest w wieku szkolnym, w tym na pokładzie mamy gimnazjalistkę. Chcąc wyjechać na tak długi okres czasu, musimy przepisać dzieciaki na tymczasowe nauczanie domowe. Technicznie rzecz biorąc, będzie to raczej nauczanie podróżnicze, ponieważ podejrzewam, że będziemy uczyli się wszędzie, gdzie tylko znajdziemy chwilkę wolnego czasu. Będzie to zatem szkoła lotniskowo-samolotowa, przynajmniej w pierwszym etapie naszej podróży, który jest zapowiada się najbardziej intensywnie.
Jak to zwykle bywa, formalności musi stać się za dość. Przy podjęciu decyzji o nauczaniu domowym, dzieciaki muszą przejść kilka testów psychologiczno-pedagogicznych, w tym klasyczny test na inteligencję Wechslera.
Wreszcie mam to na piśmie ;).
Mianowicie, okazało się, że conajmniej połowa podróżującego teamu cechuje ponadprzeciętne IQ. Mogę czuć się spokojna, bo choć prawdopodobnie zaniżam średnią, to w takim zestawieniu jestem bezpieczna ;).
Szkoły naszych dzieciaków podeszły do tematu całkiem pozytywnie, zwłaszcza podstawówka Olka. W tym miejscu pozdrawiamy cudowną Panią Ewę, za którą na pewno będziemy tęsknić i obiecujemy się uczyć pilnie, na tyle na ile będzie to możliwe. Z Majką będzie troszkę trudniej, ponieważ ogarnięcie materiału z drugiej klasy gimnazjum osobiście mnie przeraża, ale szczerze ufam, że Wechsler mówił prawdę i dziewczę moje da radę.
Poza tematem szkolnym obowiązkowe są szczepienia. Tutaj przeszliśmy sporą metamorfozę. Tak jak dotychczas przed podróżami do Azji nie szczepiliśmy się na nic, tak teraz trzeba było zmienić podejście. Wizja Ameryki i Afryki, plus do tego dwójka dzieciaczków zmotywowała nas do wykonania serii szczepień, w tym na Wściekliznę, Żółtą febrę, Polio, WZW itp.
Ceny szczepień ( średnio 1500zł na osobę ) dają po kieszeni konkretnie, a niestety to tylko wierzchołek podróżniczych wydatków.
Przed nami pozostaje ubezpieczenie, oraz oczywiście załatwienie wyszystkich spraw zawodowych jeszcze tutaj na miejscu.
Do wyjazdu pozostało zaledwie 20 dni i ta świadomość powoduje u mnie gęsią skórkę. Cóż, jak się powiedziało 'A’ to teraz nie pozostaje nam nic innego, jak dotrzeć do końca alfabetu.
Czasami jak sobie tak patrzę na tę naszą czwórkę, to aż nie wierzę, że my naprawdę chcemy to zrobić.


