Jedna z najbardziej popularnych i zarazem uroczych baz Tajlandii to Chiang Mai.
Jesli tylko dobrze 'wygooglacie’ to na pewno znajdziecie setki wpisów na temat tego miasta, które uznane jest za klimatyczne, kameralne i niezwykle romantyczne. W gruncie rzeczy, jak na Azję przystało, Chiang Mai jest ogromną aglomeracją, aczkolwiek porównując ją z hałaśliwym Bangkokiem to rzeczywiście jest tu o całkiem uroczo.
Od początku naszych planów podróżniczych do Tajlandii, najbardziej kręciło mnie spotkanie ze słoniami. Początkowo marzyła nam się przejażdzka na tych dostojnych zwierzętach, ale mój naiwny móżdzek zupełnie inaczej wyobrażał sobie tę najpopularniejszą tutaj atrakcję turystyczną. W glębi duszy wierzyłam, że praktyki te prowadzone są humanitarnie. Niestety okazało się, że jazda na słoniu wiąże się z jego ogromnym cierpieniem, zniewoleniem i bólem. Słonie wykorzystywane do przewozu ludzi, od najmłodszych lat łamane są psychicznie, bite i zmuszane do posłuszności.
Wielkie dzięki za atrakcję, bazującą na takich praktykach.
Pomimo to spotkanie ze słoniem sam na sam, stanowiło dla mnie ogromną pokusę. Na szczęscie, mistrz logistyki, Tomasz G. znalazł coś idealnego dla nas. Sanktuarium dla słoni.
Snake road
Dojazd do campu, w którym znajdowało się sanktuarium zajął około 2 h. Większą część stanowił ekstremalny podjazd zwany Snake Road. Nazwa znakomicie pasowała do podstępnego charakteru trasy, która wiła się pod górę, sprawiając że pasażerowie czerwonego busa, w tym my, obijali się o jego wnętrze niczym kuleczki w grzechotce.
Po drodze przejezdżamy przez okoliczną wioskę. Obserwujemy małe bambusowe domki, przy których pasą się przywiązane na powrozach małe świniki. Gdzieniegdzie spacerują słonie.
4 słonie, zielone słonie..
'Elephant camp’ znajdował się na wzgórzu w utworzonej z myślą o turystach, małej wiosce. Mimo że wioska jest tworem sztucznym, jest w niej przeuroczo.
Nasz pobyt w campie zaczyna się od malego wprowadzenia w życie słoni. Każdy z nas otrzymuje etniczną koszulkę, w którą należy się przebrać. Wszystko po to by słoń nie widział w nas obcej, wrogiej mu osoby. Słonie reagują zarówno na kolor jak i zapach. Dlatego najpierw oswajamy je ze sobą, karmiąc słodkimi pędami ( sweet candy) oraz bananami. Sprytne, same wykradają przekąski z toreb, polując na ulubione przez nich pędy.
Słonie to wielkie łakomczuchy. Na jedzenie poświęcają 20h na dobe, zaś pozostałe 4 h śpią. Oczywiście nie wszystkie mają się tak dobrze.
Po karmieniu wybraliśmy się na słoniowy spacer, którego celem jest ujście rzeki, a w niej planowana jest słoniowa kąpiel.
Zadowolone zwierzaki wchodzą do wody i w pierwszej kolejności załatwiają „pipi” i „kaka” 😉 , po czym z niewinną miną czekają, aż w nią wejdziemy aby je umyć. Cóż, wszystko w zgodzie z naturą.
Rozbawiony sytuacją Taj, za pomocą specjalnego koszyka wyciąga słoniową dwójeczkę na brzeg.
To tylko namiastka dziennego wydalania słoni. Słonie azjatyckie – dużo mniejsze do afrykańskich, z małymi uszami i kłami obecnymi tylko u samca, jedzą ok 150 kg i wydalają ok 80kg dziennie.
Czas na kąpiel. Opiekunowie zachęcają słoniki do położenia się w wodzie, po czym możemy je spokojnie umyć.
Teraz już wiemy dlatego nasze zwierzaki były tak czyste. W końcu codzienne wycieczki robią z nimi to samo 😉





