Czy na Filipinach, czy w Kambodży, czy też w Czeskiej Republice, zawsze tuż obok widoków, napiękniejsze będą dla mnie dzieci.
Mniej lub bardziej beztroskie, mniej lub bardziej radosne ale zawsze w swej naturalności piękne.
Pomimo tego, że na codzień również fotografuję dzieciaki ( masz ochotę zerknąć, zajrzyj tutaj ) to dzieciaki obserwowane podczas naszych małych podróży wciąż mnie fascynują.
Dzieci Azji, a przynajmniej tych biedniejszych krajów, często pracują lub pomagają rodzicom w pracy, od najmłodszych lat.
Na filipńskiej wyspie Panglao, dziecięcą przedsiębiorczość można było zaobserować na plaży Alona Beach, miejscu bardzo turystycznym, a więc potencjalnie dochodowym.
Tutaj wychodził na jaw rozśpiewany duch Filipin 😉
Najczęściej śpiewające maluchy można było słyszeć podczas próby delektowania się kolacją, lub zimnym piwem. Wtedy też mali wokaliści, krażąc od stolika do stolika śpiewali” I wanna be a millionair..” zgarniając całkiem niezłe napiwki.
Poza pracą, są po prostu dziećmi, przypominającymi nasze wczesne lata 80te.
Bez komórek, biegające boso, skaczące po drzewach i wcinające chrupki kukurydziane.
Założę się, że nie trzeba ich wyganiać na dwór, ani też wyznaczać limitów czasu spędzanego na komputerze.



