Czyżby właśnie powstawał milionowy blog podróżniczy lub kolejna strona z fotkami, opiniami i super poradami na temat najciekawszych miejsc i najlepszych potraw ?
Nie mam bladego pojęcia i szczerze, nie mamy zamiaru konkurować o bycie najlepszym, ani nawet super fajnym blogiem.
Powiedzmy sobie szczerze, w dobie dzisiejszych blogerskich sław i tak nie mamy najmniejszych szans. Poza tym jesteśmy znacznie lepsi w przeżywaniu naszych małych podróży, aniżeli w pisaniu o nich. A jednak, pomimo wszystko, bloga czas start. 😀
Po co zatem zaczynać?
Cóż. Podróżować jest bosko, czy to do Buenos, czy też do uroczego pobliskiego Terlicka.
Znakomicie jest się delektować nowymi miejscówkami, poznawać nowych ludzi i przeżywać rzeczy, których siedząc za biurkiem nigdy nie doświadczę.
Oczywista sprawa.
Problem polega jednak na tym, że za kilka lat i tak większości nie będę pamiętać.
Mój podstępny umysł zapamiętuje emocje, obrazy; precyzyjnie notuje najdrobniejsze wizualne szczegóły odwiedzanych miejsc, jednakże zupełnie nie koduje nazw.
Doskonale zatem pamiętam co widziałam, co czułam, ale za cholerę nie pamiętam gdzie to było. Beznadziejnie, prawda?
Kto wie, może to Alzheimer zakrada się cichaczem ( patrząc na obciążenie genetyczne, jest to jedna z opcji ), może to zwykły brak treningu lewej półkuli, a może zwyczajnie brakuje mi rozumku.
Tak czy siak, jest to główny powód dla którego tworzę/ tworzymy tego bloga. Liczę na to, że za kilka lat, gdy siądę w bujanym fotelu, ( choć nie podejrzewam abyśmy mieli kiedykolwiek taki kupić ), będę miała co wspominać i gdy ktoś zapyta mnie, gdzie widzieliśmy Tersiery, nie będę musiała w popłochu szukać nazwy w bezkresnych czeluściach swojego umysłu, tylko zerknę tutaj.
Blog jako external memory? Czemu nie 😉


