Pobudka 4:00. Przecież to środek nocy dla nas, a co dopiero dla naszej młodszej ekipy. Pomimo jęków i zaspania załadowaliśmy się do naszego wehikułu i ruszyliśmy w stronę ciemności. San Pedro leży tuż na obrzeżach pustyni co oznacza, że zaraz po przekroczeniu granic miasteczka pochłania nas bezkresne czarne odludzie. Dobrze, ze przynajmniej towarzyszą nam gwiazdy.
Obieramy kierunek El Tatio. Z San Pedro do El Tatio jedzie się ok 1.5h piaszczystą i konkretnie nadwyrężająca zawieszenie samochodu drogą. Im dalej w ciemność tym wyżej i chłodniej. Z minuty na minutę temperatura spada stopniowo z 10 do -10 stopni C. To miedzy innymi dzięki niskiej temperaturze panującej o tej porze dnia, gejzery są tak zjawiskowe.
W dolinie otoczonej Andami znajdują się dziesiątki mniejszych lub większych gejzerów, zwanych El Tatio co w języku Quechua oznacza „Old man crying”. Woda w gejzerach osiąga wysoka temperaturę produkując eksplozje pary sięgającą nawet do 10 m. Uwierzcie mi na słowo, taki widok obudzi nawet zaspaną trzynastolatkę, a jeśli widok nie da rady to panujące wokół minus 10 już na pewno.
Po pierwszym spacerze pomiędzy gejzerami przyjeżdżamy nieco niżej by obserwować kolejne skupiska, tym razem w świetle wschodzącego słońca. Co tu dużo mówić. Widok sprawia, że brakuje słów, w zamian których pojawia się sporo pisków zachwytu, ochów i ahów. Mówiąc kolokwialnie, jest zajebiście. Oczywiście zdjęcia nie oddają uroku chwili, co zauważyliśmy już wcześniej. Wybaczcie nam, lecz to co widzicie to tylko marna namiastka rzeczywistości.
Jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy w tym regionie, jeśli w ogóle można nazwać to rzeczą, jest ogromna różnica temperatur.
Poranne – 10 stopni dość szybko zmieniło się w 26 stopni w plusie, co sprawia że klasyczny strój na cebulkę nabiera tutaj nowego znaczenia. Porzuciwszy kilka warstw ubioru, podążamy w stronę San Pedro, tradycyjnie co chwila zbaczając z trasy i wypełniając karty pamięci po brzegi.
Jeszcze tego samego dnia, a raczej nocy wyruszamy na obserwacje gwiazd. Jeśli kręci was widok miliarda gwiazd, konstelacji a nawet innych galaktyk! ( tak właśnie, to nie ściema) to koniecznie musicie wybrać się właśnie na Atacame. My niestety jesteśmy laikami lub jak kto woli lajkonikami w tym temacie, ale pomimo wszystko wzbogacono naszą wiedzę na tyle, na ile było to możliwe. Dzięki ogromnym teleskopom zapoznaliśmy się z gwiazdozbiorem Oriona, z filozofią tutejszego Checama ( boga słońca ) oraz pomachaliśmy istotom z równoległych galaktyk. Atacama to jedyne miejsce na ziemi, z którego gołym okiem można dojrzeć sąsiednie dwie galaktyki.
Koledzy fotografowie aby nie ranić waszych oczu nie wrzucam zdjęcia nieba 😉 Bez statywu, z namiastką Parkinsona wyszło jak wyszło i pozostawiam to dla siebie. Zresztą czasem lepiej chłonąć chwilę, niż walczyć z ustawieniami.



